Co ta zima w tym roku wyprawia? Najpierw zaskoczyła jakimś takim dziwnym i niespodziewanym październikowym wybrykiem. Spragnieni śniegu, zwłaszcze tego pod oklejoną foką nartą od razu wyruszyli sprawdzić czy to białe w górach, w środku jesieni na pewno jest prawdziwe. Było prawdziwe! I stopniało, no ale w końcu to jednak jesień. Przyszło czekać na zimę właściwą...
Nadeszła połowa listopada. No niby w górach to już czas na zimę. Pojawiła się, sypnęła ładnie, połechtała lekko świeżo serwisowane ślizgi nart, odwróciła się na pięcie i sobie poszła. Pomroziła tylko przez chwilę w międzyczasie, dając złudny cień nadziei. Zaraz mi tu ktoś powie, że przecież cała Polska cierpi z powodu zimy dekady. A ja odpowiem, że może i cała, ale na północ od Krakowa. W górach tylko jakiś marny substytut się palenta. I co z tego, że na gałązkach stroszą się ładnie zmrożone pióropusze? Co z tego, że mróz skrzy się uroczo w promieniach zachodzącego słońca? Co z tego? Jak ze śniegiem mizeria! Czarne kamienie łypią złowrogimi oczami spod kilkucentymetrowej wartswy puchu, a szaro-bura trawa prezentuje swoje zaskakujące wdzięki na polanach, jak w marcu.
Skoro zima się na nas wypięła, to my na nią też! A co! Zimowy numer wcale nie będzie taki zimowy, jakby się można tego spodziewać. Uczymy się od zimy, dopasowujemy do jej fanaberii, spóźniamy się i również próbujemy zaskoczyć. Czy coś oprócz spóźnienia z tego wyszło zobaczcie sami. A o śniegu, mrozie, lawinach i innych takich, ponoć zimowych, frykasach może będzie na wiosne, jak się już z zimą i górami w tym aspekcie dogadamy.
Mimo tych zimowych przebojów, albo raczej wybojów, na góry się nie obrażajcie. Cóż z tego, że śniegu tam brakuje?
Zatem górskiej zimy prawdziwej! Choćby wiosną!
Nadeszła połowa listopada. No niby w górach to już czas na zimę. Pojawiła się, sypnęła ładnie, połechtała lekko świeżo serwisowane ślizgi nart, odwróciła się na pięcie i sobie poszła. Pomroziła tylko przez chwilę w międzyczasie, dając złudny cień nadziei. Zaraz mi tu ktoś powie, że przecież cała Polska cierpi z powodu zimy dekady. A ja odpowiem, że może i cała, ale na północ od Krakowa. W górach tylko jakiś marny substytut się palenta. I co z tego, że na gałązkach stroszą się ładnie zmrożone pióropusze? Co z tego, że mróz skrzy się uroczo w promieniach zachodzącego słońca? Co z tego? Jak ze śniegiem mizeria! Czarne kamienie łypią złowrogimi oczami spod kilkucentymetrowej wartswy puchu, a szaro-bura trawa prezentuje swoje zaskakujące wdzięki na polanach, jak w marcu.
Skoro zima się na nas wypięła, to my na nią też! A co! Zimowy numer wcale nie będzie taki zimowy, jakby się można tego spodziewać. Uczymy się od zimy, dopasowujemy do jej fanaberii, spóźniamy się i również próbujemy zaskoczyć. Czy coś oprócz spóźnienia z tego wyszło zobaczcie sami. A o śniegu, mrozie, lawinach i innych takich, ponoć zimowych, frykasach może będzie na wiosne, jak się już z zimą i górami w tym aspekcie dogadamy.
Mimo tych zimowych przebojów, albo raczej wybojów, na góry się nie obrażajcie. Cóż z tego, że śniegu tam brakuje?
Zatem górskiej zimy prawdziwej! Choćby wiosną!

0 komentarze