, , , ,

Bawarskie zabawy, alpejskie jazdy, sylwestrowo-noworoczne spacery!

09:21

No i nas poniosło! Tym razem na zachód. Pierwsze wyzwanie - pakowanie. Jak tu zmieścić pięć ludzików, pięć par nart, pięć par kijów, pięć par butów narciarskich, pięć plecaków, pięć toreb z jedzeniem i całe mnóstwo innych drobiazgów do jednego auta? Da się :) Caaały dzień jazdy urozmaicany nową grą strategiczną LPG i udało nam się dotrzeć do Monachium, gdzie u kochanej i wyjątkowo cierpliwej Aśki ulokowaliśmy cały nasz bajzelek i nas też. Dnia następnego ruszyliśmy na podbój Alp Bawarskich, zaczęliśmy od trochę nieprzewidzianego zwiedzania infrastruktury turystycznej okolic Garmisch, ale w końcu udało się dotrzeć pod Zugspitze i pojeździć! Cudne alpejskie szczyty, cudny alpejski śnieg i trochę jazdy pozatrasowej, ale i pewien niedosyt, jak na takie góry. Popołudniu zabraliśmy się z sukcesem za "zdobywanie" wierzchołka dachu Niemiec. Kolejny dzień to eksploracja Garmisch-Classic, no i w końcu śliczne, długie, całkiem trudne, czarne trasy, niektóre nawet zamknięte, muldziaste i wydarte - mniam! Jakie? Zerknąć polecam tu. W międzyczasie trzeba się było jeszcze zapoznać z litrowym kuflem bawarskiego piwa i wieczornymi ulicami Monachium. Nasze transportowo-miejskie zabawy między górami a nartami w obrazkach są tutaj.
Żyć, nie umierać, tylko dlaczego wszystko człowieka tak boli, a zwłaszcza mięśnie ud? Cieżka praca... W Sylwestra odpoczynek i wielka, alpejska wyprawa...
Stoczywszy ciężką walkę z naszym niechciejem, zaawansowanym, sylwestrowym popołudniem wyruszyliśmy w Tyrol, do doliny Karwendel. Nowy Rok witać mieliśmy w winterhausie u jej zwieńczenia. A że dolina długa jest, a droga nią jeszcze dłuższa świętowaliśmy jakieś dwie godziny przed dotarciem do schroniska, ale za to w jakiej scenerii! Pełnia, bezchmurne niebo i niesamowite, śnieżne góry wokół. Nieziemsko! Niespodziewanie! Inaczej! Jedynie w swoim rodzaju! Tak Sylwestra jeszcze nie spędzałam, czegoś takiego jeszcze nie widziałam... Po dotarciu do chaty odbył się opóźniony rytuał imprezowy, a na deser dostaliśmy morze mgieł i ponad górami słońce! I wszystko proste tak! Znów w dół, do doliny, w Nowy Rok, w nowy czas... Wyglądało to właśnie tak.
Jeszcze dzień narciarskiej przyjemności, jeszcze urocze Ga-Pa, jeszcze dziwaczne w noc siedzenie i powrót do domu. 
A tak na marginesie, to Monachium jest idealnie rowerowym miastem! Ilość ścieżek, oznakowań, stojaków dla rowerów, wolność jeżdżenia, wolność porzucania rowerów bez obawy przed kradzieżą. Prawie że, o mało co, rowerowy raj. Nawet przez chwilę zapragnęłam tam mieszkać ;)

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum