Nowa dyscyplina sportu - noszenie roweru - w górę, w dół i po krzakach...
Zawsze bardzo chciałam pojechać na rowerek w Wielką Fatrę! No przecież tam takie fajne hale, przez które można pomykać na dwukółku z czystą przyjemnością... tiaaa...
Takiej porażki planistyczno-rowerowej to ja w życiu nie zaliczyłam. Jak można wymyślić trasę, gdzie 85% czasu nosi się rower w totalnie beznadziejnym terenie, po krzakach, kamerdolcach, lesie, stromiznach i to nie tylko do góry, ale też w dół... Góry Klak w Wielkiej Fatrze nienawidzę! Mimo, że widoczki z niej ładne...
Dla odmiany miały też być lajtowe dolinki w Górach Choczańskich, tia... były... Wąwóz Prosiecki z rowerkiem na plecach, to jest to! Jakby ktoś nie wiedział, to łańcuchy i drabinki z rowerem da się przejść. W tym sezonie zapewne zaliczymy Słowacki Raj, a w przyszłym Orlą Perć, oczywiście z rowerem... extra po prostu!
Na deser, jakby nam było mało, była jeszcze burza. A my właśnie zapodawaliśmy odkrytym grzbietem z widokiem na całe Choczańskie. Pomijając walące pioruny, to była najfajniejsza jazda całego wyjazdu :)
Wniosek z tego taki, że chyba raczej nie powinnam się brać za planowanie tras rowerowych...
Zawsze bardzo chciałam pojechać na rowerek w Wielką Fatrę! No przecież tam takie fajne hale, przez które można pomykać na dwukółku z czystą przyjemnością... tiaaa...
Takiej porażki planistyczno-rowerowej to ja w życiu nie zaliczyłam. Jak można wymyślić trasę, gdzie 85% czasu nosi się rower w totalnie beznadziejnym terenie, po krzakach, kamerdolcach, lesie, stromiznach i to nie tylko do góry, ale też w dół... Góry Klak w Wielkiej Fatrze nienawidzę! Mimo, że widoczki z niej ładne...
Dla odmiany miały też być lajtowe dolinki w Górach Choczańskich, tia... były... Wąwóz Prosiecki z rowerkiem na plecach, to jest to! Jakby ktoś nie wiedział, to łańcuchy i drabinki z rowerem da się przejść. W tym sezonie zapewne zaliczymy Słowacki Raj, a w przyszłym Orlą Perć, oczywiście z rowerem... extra po prostu!
Na deser, jakby nam było mało, była jeszcze burza. A my właśnie zapodawaliśmy odkrytym grzbietem z widokiem na całe Choczańskie. Pomijając walące pioruny, to była najfajniejsza jazda całego wyjazdu :)
Wniosek z tego taki, że chyba raczej nie powinnam się brać za planowanie tras rowerowych...
Zmęczyłam się...
0 komentarze