,

Dwukółki Bieszczadowe

13:52

W Bieszczady na weekend? Bez sensu! Przecież to daleko jest... A nieprawda!
W Bieszczady na weekend pojechaliśmy na rowery rzecz jasna. Sobotni dzień zaczął się gdzieś koło 3.15, wyjechaliśmy przed 5.00, w Cisnej byliśmy koło 10.00. Dzień pierwszy słowacki, czyli w bojdowym królestwie szutru i asfaltu. Dzień drugi prawdziwie górski. Zjazd z Jasła do Cisnej czerwonym szlakiem, to najpiękniejszy zjazd, jaki do tej pory zjechałam! Długi, trudny, różnorodny - od krętych singli w trawie z widokiem na Połoniny, przez szybkie dróżki w bukowym lesie, po kamieniste, ukorzenione i strome, bardzo techniczne zjazdy. Piękne!
Wężowo było. Pierwszy snejk z prawdziwego zdarzenia zaliczony. W sumie cztery gady (mój tylko jeden ;) - 10 dziur i 8 łatek. Do kolekcji rozwalone kolano - na sam koniec, na asfalcie, przez spdy...
A! Pierwszy raz od sześciu lat siedziałam za kierownicą SAMOCHODU! Przejechałam z Jaślisk do Cisnej i nikomu się krzywda nie stała. Kilku innych kierowców wspomina to zapewne traumatycznie, ale właściciel auta nie dostał zawału i szczęśliwie dojechaliśmy na miejsce :)

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum