,

Niski, kolor i masakra na przerzutce

22:32

Tego, że miało być zupełnie inaczej pisać już chyba nie muszę - standard. Pomysł na rowerową Gochę przekształcił się w dwukołowe Bieszczady, z których wykluł się Beskid Niski. 
Całość imprezy rozpoczęła się logistyczną porażką: Kraków - Grybów w 8 godzin! Potem miłe pomykanie na wschód zakończone czołówkowym docieraniem do schroniska pod Magurą Małastowską. Wieczór zwieńczony winem Bieszczady! 
Dzień następny piękny, słoneczny i liściaście kolorowy. Bartne, Magura Wątkowska i rewelacyjny zjazd ze Świerzowej z klasycznym OTB w pakiecie (drugie moje latanie przez kierownicę, w cenie bardzo promocyjnej - dwa siniaki), a na deser śliczny singiel z Przełęczy Hałbowskiej do Krempnej. 
Na zakończenie miały być endurocuda na Cergowej i Dukla, ale pod Grzywacką Górą biedactwo moje specjalne zostało zaatakowane przez potworny drut! Drut się wkręcił we wszystko w co mógł. W efekcie złamałam hak przerzutki, pogiełam wózek przerzutki (na szczęście sama przerzutka cała), pogiełam prawie nowy łańcuch i nadszarnęłam szprychę (na szczęście nie zerwałam). Jedyne co można było zrobić, to założyć łańcuch na sztywno, bez możliwości zmiany przełożeń... Ewakucja do Nowego Żmigrodu, a dalej asfaltem do Gorlic... Bez biegów trzeba było cisnąć... oj, czwórki będą boleć... 

A Specjałkowi-biedakowi konkretny serwis teraz potrzebny. 

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum