, ,

Liswartą spływać Warto tylko z sekcją OIOM!

14:54

W myśl nowej, bożocielnej tradycji po raz trzeci spłynęliśmy! Tym razem prężna, dwunastoosobowa załoga Pięknych Syren Dziobowych i Dzielnych, Silnych Wioślarzy pokonała żywioł Liswarty i Warty.
Zaczęło się od konkretnego hardkoru... Wysoki stan wody, zakręty, wąsko i krzaki. No trzeba się było namanewrować. Jak się okazało leniwe pływanie kajakiem po spokojnej, nizinnej rzece może dostarczyć niebywałych emocji i być naprawdę niebezpieczne. Nasz kajak i my mieliśmy niebywałą okazję pozwiedzać jaz od spodu. Chwila nieuwagi, nie zdążyliśmy zaparkować przy brzegu, zepchnęło nas na jaz, wywróciło kajak i wsysło nas pod spód, kajak potem też. Wypłynęliśmy po drugiej stronie. Cud wielki, że nie stało się nam nic! Rzeczy też nie potraciliśmy, nawet bardzo wykąpane nie były. Gitara w całości i aparat foto również. Wypadek poważny, w życiu bym nie wpadła na to, że coś tak niebezpiecznego na zwykłym spływie łatwą rzeką może się wydarzyć... Kolejne piwo dla Anioła Stróża! Tego dnia dalej już nie popłynęliśmy.
Dzień następny byl w zasadzie słoneczny w różne atrakcje typu bystrza, progi i przenoski obfitujący. Po drodze mijaliśmy ekipę, która zaliczyła podobnie mocną wywrotkę na resztkach młyna i miała spore kłopoty z wyciągnięciem utopionego kajaka z silnego nurtu. W końcu też udało się pograć w siatkę! A wieczorem komary pożarły nas żywcem! W całości! Wszystkich!
Dzień Dziecka uczciliśmy nieumyciem zębów i odśpiewaniem wszystkich piosenenk z repertuaru Fasolek, Tik-Taka i Natalki Kukulskiej, które nam się przypomniały ;) Akurat przedpołudnie było chłodne, więc, żeby rozgrzać przemarznięte stópki skorzystaliśmy z bardzo fajnie przygotowanego boiska do siatkówki plażowej, które akurat nam się nawinęło i rozegraliśmy kolejnego seta. A miejsce z daszkiem i ławeczką było też dobre, aby przeczekać deszcz, który nie wiadomo skąd się pojawił. Na szczęście też się odjawił, zatem ruszyliśmy dalej, by znaleźć odpowiednio ociekające fantastycznością miejsce na nocleg i imprezę urodzinową Anny K. Ognicho, tort, trąbki urodzinowe, zamoknięte race tortowe, które wybuchły w ognisku, 12 osób w jednym namiocie i gitarowanie prawie, że o mało co do świtu.
Dzień ostatni, prawdziwie spływowy, w słonku, z cumuluskami na niebie, opalenizną na twarzy, leniwym tratwowaniem, piwka popijaniem, kolejnym siatkówkowym meczykiem na świetnym boisku (klub kibica mamy fantastyczny!) i ogólnym, wodnym czilałtem. A tu, kurcze blade, trzeba wracać na ląd... 

Mimo średnio sprzyjającej pogody i mrożących krew w żyłach przygód, udało się pokonać 74 km rzeki, w tym 30 km Liswartą.

A tak na marginesie, Boże Ciało w 2014 roku wypada 19 czerwca, a rzeka która pojawiła się na celowniku to Wieprz. Już trzeba rozpocząć treningi! ;)

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum