Dziewiętnasty kawałek wszystkiego

12:50

Nie wiem czy to tylko takie moje subiektywne wrażenie, czy może znajdzie się ktoś jeszcze, kto ma podobne odczucia, ale jesień to tak spada nagle z jasnego (letniego i słonecznego) nieba. Raz, dwa! Budzimy się rano i chłodniejsze powietrze jakoś pachnie inaczej, a wszyscy nagle zniecierpliwieni, przygotowani w blokach startowych czekają na wystrzał bukowego koloru. Jest! Płomienisty blask wybuchu z prędkością światła pochłania nasze zalesione góry – nagle wszyscy solidarnie lądują w Bieszczadach. Trwa to trzy tygodnie. Takie zapierające dech zachłyśnięcie się naszą złotą, polską jesienią – jakże banalną i powtarzalną w swym pięknym jestestwie. Ach! A potem równie nagle, choć zupełnie nieentuzjastycznie wracamy na utopioną w kałużach i błocie listopadową 
ziemie...
No i właśnie, jak ta niezbyt lubiana plucha zwali nam się na głowę, 
w ramach niewychodzenia z domu, ale nieustannej łączności z górami, będzie można zasiąść. A jak już się zasiądzie, to można poczytać, o górach rzecz jasna! Kierunki różne – po hiszpańsku, po słowacku, po szwajcarsku, po chorwacku i bardzo lokalnie, po naszemu też! Spinki, owce i zakupy – wszystko po góralsku. A w ramach łagodnego nastrajania się na zimę polecamy wywiad z Andrzejem Bargiełem, jednym z najwybitniejszych narciarzy wysokogórskich na świecie.

Zatem życzę złocistego, żółtego, pomarańczowego, czerwonego, brązowego, z domieszką zielonego, dużo! Dużo i soczyście!

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum