,

W końcu rowerowo!

13:52

Po trzech weekendach przerwy (nie wiem jak ja to przeżyłam) znów rower! Hura! Logistycznie było to skomplikowane. W efekcie byłyśmy w Żywieckim, Gorcach i Wyspowym. Najpierw klasyk w Paśmie Polic z żółta rynna w roli głównej - trudne to, ale do zjechania, jeszcze nie teraz, mimo świetnych warunków (było sucho!), ale kiedyś na pewno. Do kompletu zielony trawers - tu jestem z siebie dumna, bo przejechałam go w dużo lepszym stylu niż rok temu. Przy okazji przyplątały się trzy snejki w przeciągu 15 minut w tym samym kole, a ja złamałam hak - dobrze, że zapasowy od pewnego czasu mam zawsze ze sobą ;) Pean na część mej przerzutki, która nawet się nie przygięła!
Szybka teleportacja i najtrajdzik z Zasadnego na Gorc Kamienicki do szałasu, gdzie imprezka urodzinowa Uszatej się działa - w końcu udało mi się dotrzeć! Rano zjazd na dzień dobry i do Mszany, gdzie to z lokalnym przewodnikiem szwendaliśmy się po zakamuflowalnych singlach na Słomce i Lubogoszczy. Na Szczebel już dnia nie starczyło, ale za to enduro-ognisko z kiełbaską odpaliliśmy na szczycie.
Generlanie dziecko się zmęczyło bardzo :)

Myśl weekendu: zło pizga zewsząd! - powiedział Apokaliptyczny Malkontent na wypychu pod Cyl Hali Śmietanowej.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum