Zawsze niby było, że Sudety są be, bo przecież Karpaty są lepsze. No chwilowo jednak muszę się, przyznać do pewnego zachwytu nad tymi nie naszymi górami, albo bardziej tym co tam w okolicy jest ;) Na Ziemię Kłodzką i w okolice Wałbrzycha chciałam jechać od dawna, w głównej mierze pozwiedzać tamtejsze podziemne atrakcje. No i tak się poskładało, ze się udało i cały długi weekend listopadowy szwendaliśmy się właśnie tam. Kopalnia złota w Złotym Stoku, Kłodzko, Szczeliniec, Błędne Skały, Kaplica Czaszek, Kudowa-Zdrój, Srebrna Góra, Nowa Ruda, Osówka, Zamek Książ i Jaworzyna Śląska. Planszówki, nalewki i Pasterka. Wrócę! Na pewno wrócę :)
Jak się z rowerem nie da, to z buta trzeba. A jak się okazało nie tylko ja nie mogę wsiadać na rower, więc rowerową ekipą poszliśmy w Tatry Zachodnie. Piękna pogoda, ciepło, ludzi brak - jak nie w jesiennych Tatrach. Miło tak! Do tego w ramach trasy wycieczki zapodaliśmy ciekawy bonusik. Cud, miód i leniwa malina!
Siatkarskie njusy tygodnia prezentują się zniewalająco. Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn w 2017 roku odbędą się w Polsce, bo dawno żadna duża impreza siatkarska u nas nie gościła ;) I do tego prawdopodobne jest, że główną halą mistrzostw będzie Kraków Arena. No jak miło! Chwila mija i mamy jubel. Równo 40 lat temu Złota Drużyna Wagnera zdobyła Mistrzostwo Świata. A że Złota Drużyna Antigi osiągnęła to samo niewiele ponad miesiąc temu, to Prezydent wszystkich zaprosił i zrobił imprezę. Ach, te garniaki! ;) Zwieńczeniem siatkarskich emocji tygodnia był nasz mecz. No cóż... WYGRAŁYŚMY !!!! (Zupełnie inna drużyna niż tydzień temu! Zagrywka, przyjęcie, obrona, gra środkiem. Szaleństwo!) Oraz... zamknięcie serwisu ciacha.net - i gdzie ja teraz będę oglądać falę Wronki i oczy Winiara?!?! No gdzie?!
Coroczne Disco Ognisko na Ćwilinie, czyli rowerowy spęd na lajcie. Tym razem udało mi się wybrać na tę sympatyczną ęduro imprezę. Pogoda marzenie! Mgły i słońca, stado rowerów, widoki na Tatry i inne góry też, leśne, miłe klimaty i rowerowe życie towarzyskie. Mniam!
Tej jesieni wszyscy jesteśmy siatkarzami! Czy jest jakaś gazeta, w której w ostatnich tygodniach to zdanie się nie pojawiło? U nas też musiało, chociaż niby ten piękny sport z górami nie ma nic wspólnego. Powązań szukam od dawna, ale wyszło mi, że jedyną wspólną cechą jest wysokość – wysokie są góry i siatkarze też. Już lepsze związki mają góry z mistrzowskim kolarstwem. A dwa ostatnie wyczyny narciarskie na ośmiotysięcznikach w wykonaniu Polaków, to już w ogóle górska poezja! Generalnie dzieje
się na najwyższym poziomie.
Tyle sportowego szczęścia, a poza tym jesień. Nostalgicznie smętna, ale tym razem też podniośle rocznicowa. 1914 rok – mija właśnie sto lat od wybuchu wielkiej wojny – I wojny światowej. Jakże istotną jej częścią były górskie epizody i długotrwałe operacje toczone na karpackich i alpejskich frontach.
W tym numerze Gazety poświęcimy tematyce pierwszowojennej dużo miejsca. Sporo historii głównych karpackich potyczek, ale też spojrzenie na wojenną zawieruchę trochę z innej strony. Karpaty były ważnym teatrem działań w tej wojnie, dlatego trudno ominąć te zagadnienia mówiąc o górach. Wystarczy niedługi spacer po Beskidzie Niskim, by o wydarzeniach sprzed stu lat szybko sobie przypomnieć. Ale nie zapomninajmy, że wyjątkowo krwawe i wyczerpujące walki toczyły się również w Alpach.
Przypuszczam, że Ci którzy nie przepadają za historycznymi zawiłościami, właśnie rzucili tym numerem w kąt. Ładnie proszę, dajcie szansę! Niewojenne góry też tej jesieni istnieją, na naszych łamach również.
Zaczęłyśmy grać. No, "śmy" to tak nie do końca, w końcu zaczęły się rozgrywki ligowe. Zobaczymy co to będzie. Klub przeżył tornado. Trener nam uciekł, część zawodniczek zrezygnowała, drużyna prawie się rozsypała. Ale kilka dziewczyn wzięło się za organizacyjne kwestie i zadziałało. Wprawdzie w IV lidze nas nie ma, ale w sumie wzmocniona drużyna podziała w lidze TKKF. Pierwszy mecz niestety przegrany, ale będzie dobrze! Będzie! :) A ja chwilowo z atakującej przeszłam na pozycję... skauta :) Walczymy!
Perły Małopolski - taki cykl zawodów biegowych. Zupełnie przez przypadek wleźliśmy na trasę. My spacerowaliśmy, oni biegali. Trzeba było okazję taką wykorzystać i trochę zdjęć porobić.
Taki miły, spokojny i towarzyski weekend w Kościelisku. Zwiedzanie nowych progów, co to były kiedyś zakopiańskie, długie w noc rozmowy i spacerowanie z widokiem na Tatry. Taka jesień. Z akcentów rowerowych było z buta eksplorowanie singli butorowskich - wyglądają fajnie i flow :) Nie było tylko tarniny, którą miałam zbierać w celach wiadomych, ale jakoś w tej części Podhala nie rośnie.
Szczegółowe informacje na temat zbiórki można znaleźć na stronie Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK.
A taki spontaniczny wypadzik pod Kraków. Blisko a mnie tam nie było jeszcze. Miejsce z baaardzo dużym potencjałem fotograficznym. Może jednak zmobilizuję się na jakiś wschód słońca tamże?
No na rower trzeba wrócić, pojeździć cosik :) No to wróciłam, powoli i na lajcie miało być. W planie miałam niewymagającą wycieczkę pociągową w okolicach Kalwarii, ale że szanowni koledzy wyciągnęli znów do Kluchów, to postanowiłam po czterech miesiącach zawalczyć i przegonić poprzednie demony. Pojechałam z założeniem, że na nieszczęsną traskę DH nawet nie spoglądam, tylko delikatnie objeżdżam przyjazne alajny. No i prawie się udało...





























































