Dzięki takim weekendom, jak ten człowiek jest w stanie przeżyć brak dłuższego wolnego. A już miałam sobie dać spokój w sobotni, blady poranek - dobrze, że tego nie zrobiłam :) Zapakowałam Zielonego do "Kasprowego" i w górki! W życiu nie widziałam tylu rowerów na raz w jednym pociągu! Pierwszego dnia traska miodzio. Z Pyzówki, przez Stare Wierchy, na Turbacz - tam dziki tłum turystów i rowerzystów też (można sobie było fajne maszyny pooglądać), no i burżujskie pierogi z borówkami. Dalej cudny zjazd na Knurowską - szlak stworzony do rowerowania! I już trochę mniej cudna jazda na Lubań z masakrycznym dźwiganiem roweru na wierzchołek. A po drodze jeszcze dwóch sympatycznych rowerzystów, którzy nie mogli uwierzyć, że baba, sama, na takim rowerku jest w stanie dojechać na bazę, nie zgubić się i jeszcze wie do czego służy pompka i zapasowa dętka ;) W nagrodę dostałam bardzo dobrą herbatę i lubańskie naleśniki. Bo tak w ogóle to na bazie na Lubaniu jest fajnie! Udało się w te wakacje odwiedzić wszystkie nasze bazy i chatę! Drugiego dnia miał być krótki, łatwy i przyjemny przejazd z Lubania na Gorc. Wyszło ciut inaczej. Zamiast na niebieskim szlaku wylądowałam na zielonym z kamienistym wąwozem w międzyczasie, a potem było jeszcze krzalowanie, które generalnie nie jest takie złe pod warunkiem, że nie targa się roweru ze sobą. No ale dotarłam na Gorc, więc pełnia szczęścia osiągnięta. Całość imprezy została zwieńczona niesamowitym zjazdem o wschodzie słońca do Kamienicy i nawet pan kierowca autobusu był miły - nie dość, że bez sprzeciwu zechciał mnie zabrać z rowerem, to jeszcze własnoręcznie mi go wepchał do bagażnika.
A tak w ogóle to najprawdopodobniej było to pożegnanie Zielonego z górami. Następny taki wypad już na nowym sprzęcie. Ale jak mi ktoś powie, że po górach można jeździć tylko na super rowerkach z nie wiadomo jaką amortyzacją, to ja powiem, że to wcale nieprawda! ;)
A! jeszcze kilometry: 40 + 20 + 10 = 70 km czystego terenu! I klocki od tylnego hamulca do wymiany - po kilku fajowych zjazdach już ich praktycznie nie ma ;)
0 komentarze