Gorca już nie ma... to znaczy nie ma bazy i to tylko do przyszłego sezonu. Zwinęliśy i zwieźliśmy cały majdan na dół. Jak to się udało szcześliwie zrealizować, do tej pory nie wiem. Ludzi do pomocy było bardzo mało. Zdążyliśmy zwinąć część namiotów tuż przed deszczem w sobotę, a jak lunęło to lało. Robota w takich warunkach to średnia przyjemność. Jedyne co nam pozostało to zrobić solidną imprezę na koniec i na pocieszenie. Nieustające toasty za pogodę okazały się skuteczne. Świt w niedzielę wywołał radość wielką! Słoneczko mocno przypiekło i prawie wszystko wyschło. Solidnie zapleśnieć ma szanse tylko jeden NS, ale postaramy się do tego nie dopuścić. Ekspresowa akcja dźwigania podestów, ławek i innego drewnianego wyposażenia oraz tworzenie konstrukcji przypominającej szopę w zagajniku zakończyła się sukcesem. Miejmy nadzieję, że to przetrwa do przyszłego roku w całości. Załadowaliśmy resztę rzeczy na wóz i nowym szlakiem zwózkowym zjechalismy do Jamnego, a potem na Chatę. Tam świetna miejscówka dla sprzętu, możliwość suszenia i doglądania rzeczy w razie potrzeby - po prostu rewelacja! W ten sposób rozpoczęła się nowa era w dziejach bazy z nowym, zdecydowanie sensowniejszym mgazynem. Na koniec tylko pozostała do zrealizowania tajna operacja "kontener", która przy odrobinie stresu również zakończyła się wynikiem pozytywnym.
Było ciężko, ale udało się! Dziękuję wszystkim, którzy mi pomogli, bo gdyby nie to, to pewnie siedziałabym teraz na środku majdanu i płakała. A tak 41. rok Bazy na Gorcu przeszedł do historii. Dziękuję tym, którzy bazowali, tym, którzy pomagali i tym, którzy po prostu przyszli na bazę. Gorc to najfajniejsze miejsce na ziemi! Zapraszam za rok...
0 komentarze