, ,

Radocynizm rowerowy, czyli singiel w łopianach

11:45

Sobotni poranek: prognozy przyzwoite i udało się wstać bladym rańcem - połowa sukcesu. Plan był już daaawno wymyślony: Krynica - Radocyna - Krynica. Plan planem, a wyszło, jak zwykle przez przypadek inaczej, ale jak fajnie! Tuż przed Nowym Sączem zaczęło straszliwie lać. Nic tylko zabierać się z powrotem do domu... Szybka analiza wariantów i Krynica zmieniła się w Gorlice. Logistycznie względem Radocyny lepszy wariant, w przypadku pogodowej kichy łatwiej z trasy się ewakuować. No to siup! Niebieskim na Magurę Małastowską w błotku po pachy. Byliśmy ze Specjalistą ubłoceni tak, jakby nas ktoś całościowo w kałuży z błotem zanużył. No w sumie mnie to zanużyło kilka razy ;) Przy okazji okazało się, że wymyśliłam sobie traskę po mega trasie zeszłotygodniowego maratonu z cyklu Cyklokarpaty. Przejechałm połowę, tylko w przeciwnym kierunku. Jak już dojechałam do drogi na Jasionkę, to stwierdziłam, że tak prosto do bazy jechać nie można, zatem rozpoczęłam eksplorację żołtego szlaku przez Banicę. Cudowności! Górna, dzika cześć doliny Zawoi, krzaki, trawy i gigantyczne łopiany, a między tym śliczna ścieżka - jaka to była fajowa jazda! Potem jeszcze niby solidna, leśna droga, na której nie wiadomo skąd wzięły się jakieś krzaczory, więc klasyczne noszenie rowerka też było. I już Czarne, i już Radocyna!!! Baza stoi, a pierogi i piwo u pani Wioli, jak zawsze nieziemsko smakowite. A! I kilku dawno niewidzianych znajomych się przykulało. Radocynizm w czystej postaci! Objawił się on też rankiem, który takim bardzo wczesnym nie był. No i niby miało być do Krynicy, ale jakiś dziwny niepokój związany z niemożnością wbicia się z rowerkiem do autobusu wypchanego kuracjuszami wracającymi do domu i ich walizkami, sprawił, że znów trasa uległa pewnym modyfikacjom.
W ogóle, to ze smutkiem informuje, że w górnej Radocynie stoją już trzy nowe chałupy.
A wszystkich, którym przypadkiem przyjdzie do głowy targać rower na Jaworzynę Konieczniańską ostrzegam: nie róbcie tego!
Straty wyjazdu: kolarki w strzępach.

Autobusowy transport rowerowy: korzystać musiałam z czterech autobusów, w zasadzie bez problemów rowerek został zabrany, nawet kółka ani razu odkręcać nie musiałam :) W Szwagrze do NS na początku kierowca się nie zgodził, ale go na przeczekanie wzięłam. Natomiast firma Voyager z Gorlic otrzymała ode mnie osobiste wyróżnienie "Przewoźnik przyjazny rowerzystom" ;)

Jak ktoś przypadkiem nie ma dość oglądania mojego rowerka, to patrzeć tu.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum