Połowa stycznia, środek zimy, powinien leżeć metr świeżego śniegu, powinno być -10 stopni i powinno lekko pruszyć z nieba, do tego ładne słonko... w marzeniach jakiś niedorzecznych... Zatem jak się nie da z foki to się da na rowerze :) Też cudnie! A jak się okazało podkrakowska okolica super na śródzimowy rozjazd rowerowy się nadaje. Muszę swoją miejscówkę bardziej wykorzystywać i na północny-zachód dwa kólka ruszać, bo kawał fajnego lasu, a i zjazdu też się tu znajdzie.
I nawet zimno nie było, błota też nie jakoś strasznie. Ot, zupelnie miłe, niedzielne rowerowanie, co tam, że w styczniu... W maju będziemy na nartach jeździć!
Jak nie spadnie śnieg, to się za tydzień trzeba będzie gdzieś w góry dwukołowo ruszyć. Choć w sumie wolałabym śnieg, śnieg, duuuużo śniegu...
A tak wygląda styczeń bez śniegu.
0 komentarze