, ,

Trzej Królowie na fokach, czyli tura zaskoczeń

13:56

To nieprawda, że Trzej Królowie przybyli na wielbłądach! To były foki!
Długi weekend styczniowy podarowano nam z zaskoczenia, więc jakiś fajerwerków wyjazdowych nie udało się szybko zorganizować. Zresztą i tak wszędzie kiepsko ze śniegiem. Nic to! Z foki trzeba było zapodać.
Pierwszy dzień foczo-zjazowy w Szczawnicy z wieczornym przeczłapem na Durbaszkę. Drugiego dnia mała walka pozatrasowa nad Jaworkami, co doprowadziło do tego, że jeden uczestnik imprezy od nas uciekł i we dwie z Anią podreptałyśmy dalej na Niemcową, we mgle i po ciemku, gubiąc się w lesie kilka razy. Ale zjazd spod Rogacza do chaty ciemną nocą był ciekawy. Rankiem sobotnim miały być zjazdy po łące przed chałupą, jako to drzewiej bywało, ale śniegu niedobór znaczny. Zjechałyśmy do Piwnicznej połowicznie, a potem się zaczęło czołganie w Pasmo Jaworzyny. Narty trzeba było sporo wytargać, mgła się szybko zasnuła, szlak oczywiście zgubił, a i padać zaczęło! W styczniu deszcz?! Dokulałyśmy się mokre, ale nawet niezmaltretowane na Cylre - miejsce cudne i urocze - gdzie nas nakarmiono pierogami, upieczono w piekarniku i rudymi kotami sympatycznie poszczuto. Ranek niedzielny, a tu słońce! Na Jaworzynę zatem! Kawał drogi w dobrym czasie, a po drodze: Tatr i morza mgieł kątemplucie, obiad na Łabowskiej, ratowanie dżdżownicy, trzy sarenki i trzy duże, jelenie zady, sprint na Runek, wywieszony jęzor na Jaworzynę, mglisty zjazd i fuks transportowy - jednym słowem wielka nagroda za trudy wcześniejsze.
Śniegu już nie ma :( Chwilami wydawało nam się, że ktoś specjalnie dla nas rozłożyl biały dywanik szerokości metra, który jak tylko przejedziemy zostanie zwinięty.

Refleksja tury: stworzeń tatrzański beskidzkiego nie pojmie ;)

Obrazków kilka charakteru w żaden sposób nieoddających.

You Might Also Like

0 komentarze

Archiwum