Co ja będę ukrywać! Powiem wprost, na samym wstępie: uwielbiam tury i foki! To moje ukochane zwierzątka! Foki mają takie fajne futerko i piskają, wcale nie tak cicho, jak tylko pojawi się pierwszy śnieg. A tury, które, jak twierdzą niektórzy wyginęły, żyją sobie czasem spokojnie, czasem całkiem ekstremalnie. Ich populacja wbrew pogłoskom z sezonu na sezon powiększa się coraz bardziej.
No tak, ten uroczy zwierzyniec zabieramy ze sobą w góry w zimie. Tylko po co? Żeby pojeździć na nartach! Ale nie na stoku, zamarzając w kolejce do wyciągu lub na ślamazarnym krzesełku, narzekając na źle wyratrakowaną trasę i lód, omijając hałaśliwe szkółki narciarskie, wdychając zapach przypalanej kiełbaski z grila i słuchając kiepskiej jakości, głośnej muzyki lecącej z głośników. O nie! Bierzemy narty na plecy i idziemy z nimi poza trasę...
Turystyka narciarska, skitouring, skitur, skialpinizm, narciarstwo wysokogórskie, frirajd, turowanie, foczenie – w sumie każde z tych określeń opisuje odrobinę coś innego, ale wszystko to łączą dwie rzeczy: narty i pozatrasowość zagadnienia! Czyli w zasadzie wracamy do początku narciarstwa w ogóle, do początku zimowej eksploracji gór. Tylko w międzyczasie ultralekkie włókna wszelakie zastąpiły drewniane deski bez krawędzi, skomplikowane konstrukcje z kosmicznych stopów metali zastąpiły skórzane rzemienie i metalowe sprężyny, plastikowe skorupy z termoformowalnymi botkami zastąpiły wiązane trzewiki. Trochę się zmieniło, ale góry w zasadzie te same, stoki tak samo nachylone i śnieg pada też w ten sam sposób.
Zatem wypuszczamy foki na wolność! Niech sobie pobiegaj! Tylko w skiturowej euforii i zachwycie proszę uważać, żeby sobie jakiejś lawiny na głowę nie spuścić...
Co w ósmym numerze Gazety Górskiej można sprawdzić tu.
Co w ósmym numerze Gazety Górskiej można sprawdzić tu.

0 komentarze