Podobno zasady są po to, żeby je łamać. A łamie się je po to, żeby się przekonać, że jednak mają sens ;) Brzmi poważnie, choć całkiem poważnie nie było. Zarzekałam się okrutnie, że w żadnych zawodach, rowerowych też, startować nie będę, z zasady właśnie. Ale popracowano nade mną trochę i postanowiłam zobaczyć jak to wygląda i czy faktycznie takie strasznie trudne, i czy faktycznie tylko mega wymiatacze są w stanie to przejechać, a ja będę rower sprowadzać. Zatem wybrałam się na Enduro Trophy do Bielska. Rano, po przyjeździe na start, moja pierwsza myśl była: co ja tu w ogóle robię?! Potem już było bardziej pozytywnie. Baaardzo sympatyczna atmosfera, całkiem fajne trasy, które były dla mnie zupełnie przejeżdżalne, żar lejący się z nieba i regeneracyjne lenistwo między oesami :)
Podsumowując: nie było tak strasznie, przeżyłam, nic sobie nie zrobiłam, przejechałam całość, nie musiałam sprowadzać roweru, nie byłam ostatnia - normalnie sukces na całej linii ;)
W niedzielę był bonusowy oes ze Skrzycznego. Piękny! Trudny! Dużo trudniejszy zjazd niż te na zawodach. I do tego pierwsze w moim życiu jeżdzenie z rowerem na wyciągu. Całokształt imprezy miał pływający finał w Jeziorze Międzybrodzkim :)
Podsumowując: nie było tak strasznie, przeżyłam, nic sobie nie zrobiłam, przejechałam całość, nie musiałam sprowadzać roweru, nie byłam ostatnia - normalnie sukces na całej linii ;)
W niedzielę był bonusowy oes ze Skrzycznego. Piękny! Trudny! Dużo trudniejszy zjazd niż te na zawodach. I do tego pierwsze w moim życiu jeżdzenie z rowerem na wyciągu. Całokształt imprezy miał pływający finał w Jeziorze Międzybrodzkim :)
0 komentarze