Jest bardzo dużo gry! Dobiłam do trzech siatkówek tygodniowo! Dwie halowe i plażówka. Jedna halówka to ciąg dalszy z ekipą, z którą zaczęłam grać w ostatnim sezonie. Drugie granie halowe skończyło się wraz z rokiem szkolnym, ale jako spływowe pokłosie gramy twardo w siatkówkę plażową na piaskach AWFu.
Ale co najważniejsze wkręciłam się w fantastyczną ekipę, która gra w końcu tak, jak chciałam sobie pograć! Na bardzo wysokim poziomie! Same chłopy, które wiedzą co to jest konkretna siatkówka. Jest zagrywka, atak, blok, jest siła, jest gra kombinacyjna, jest bieganina w obronie i są hektolitry potu wylane na boisku. Podoba mi się bardzoooo!!!! Ja tak chcę grać! Takiej porządnej siatkówki szukałam! Mam nadzieję, że mnie nie wykopią ;)
Dzięki temu mogę ćwiczyć, to co faktycznie umiem i uczyć się tego w czym jestem słaba:
zagrywka - tu jest nieźle, nie mam tak mocnego serwisu jak chłopy, ale moja zagrywka jest perfidna i techniczna - albo opadające floty, albo asowe brazylijki w dziewiąty metr (nie do końca sobie z tym chłopaki radzą, więc jestem dumna i blada). Uczę się zagrywać z wyskoku, może się kiedyś nauczę...
atak - tu zawsze byłam dobra, choć granie zazwyczaj bez bloku trochę mnie rozpuściło. Teraz jest blok i to dobry blok, więc trzeba więcej kombinować, prostą ćwiczyć. Kilka czap dostałam, ale też kilka gwoździ wbiłam. Ha! I nawet czasem mi pajpy wychodzą! Poćwiczyć siłę i krótką.
blok - skakać w tempo to podstawa, wychodzi mi, choć ci z drugiej strony dość często mnie omijają. Ale nie zawsze im się to udaje i nawet mocne ataki jestem w stanie zablokować, a wybloki wyasekurować.
rozegranie - w sumie nigdy jakoś nie bawiła mnie rola rozgrywającego, ale ostatnio zaczynam ją doceniać. Jak jest z kim grać zaplanowane akcje, a nie przypadkowe zbicia, to jest to fajne. Potrzebna mi większa precyzja w rozegraniu w tył i na krótką, żeby nie gubić tempa.
obrona - lubię się tarzać po boisku, nie zawsze dobrze wychodzi, gwoździ nie wybronię, ale nie jet źle, a czasem nawet spektakularnie ;) Pady trzeba poprawić, bo kości biodrowe cierpią.
przyjęcie - tu jest nawiększa słabizna... nigdy nie byłam dobra w przyjęciu, choć czasem odbiór mocnej, kierunkowej zagrywki wychodzi mi całkiem przyzwoicie, podkręcone też zdarza mi się wybrać, najgorzej jest z najpopularniejszym, nie bardzo mocnym flotem - chyba nikt tego nie lubi.
Siła, wyskok, szybkość, precyzja - wieczny trening! ;) Jak ja uwielbiam siatkówkę!!!
0 komentarze