Sezon rowerowy skończył się tak nagle i niespodziewanie, że aż trudno to pojąć! A gdzie zamarzające stopy i maksymalnie zasyfione błotem rowery? Tego tej jesieni jakoś nie było. Ja tu łańcuch zmieniam nastawiona na błotne listopadowo-grudniowe jazdy, a tu nagle... spadł śnieg i to całkiem konkretny, w Beskidach też. Hmmm, no to cóż... rowerek do zimowego snu, odkurzamy co innego :D
Z racji zakończenia endurosezonu, jak obiecałam, w końcu żywot zakończy również moja słynna, czarna, wyciorana do granic możliwości bluza ;) Komisyjnie zostanie zniszczona i już nie będę w niej nikomu robić obciachu, teraz już pozostanie tylko ciuchowy lans wysokich lotów ;)
Podsumowanie: 31 endurodniówek + 6 sakwiarskich :)
0 komentarze