Szybkość zmiany decyzji świadczy o operatywności dowództwa! Tia... Od dwóch tygodni ustawialiśmy się na wyjazd w Bieszczady. Trzy dni trzeba wykorzystać, a tam czekają na nas ciągle nieprzejechane, cudne ścieżki. Kalendarz poukładany, prognozy mogą być. No i nagle godzina 21.00, wieczór przed wyjazdem, połowa ekipy zapodaje dezercję, a druga połowa ma taką niemoc decyzyjną, że wymyślenie alternatywy graniczy z cudem. No i już mieliśmy piątek odpuścić, skupić się na weekendzie jedynie, ale nie. 9.15 telefon, że może by jednak jechać. To jedziem! Rzut monetą zadecydował, że Cergov, nie Żywiecki. Dzień króki, jazda długa, więc załapaliśmy się na zachód słońca na Mincole i fajowy najtrajdzik. Absolutnym hitem była miejscówa do spania. Ciepły wieczór nie odstraszył nas od dziczka, a wypasiony stóg siana był najlepszym możliwym rozwiązaniem. Chyba nigdy nie spałam na takim fantastycznym sianie. Do kompletu oczywiście ognisko. Dzień następny był chmurny, wietrzny i mżawkowy i aż żal, że tak ładne górki przemierzaliśmy nie widząc nic, no ale Cergov objeżdżony :) Potem odwrót ku domowi, bo prognozy nie zapowiadały nic dobrego. Dzięki temu w prezencie dostałam wymarzony dzień restu, a bieszczadzcy dezerterzy zapodali kino :)
0 komentarze