Przepiękne i kolorowe! Bardzo kolorowe! Różniaste, aż się chciało zbierać garściami te cuda i po kieszeniach upychać, tylko ciężko by ciut potem w plecaku było, dlatego wolałam zdjęcia robić ;)
Z obozu było widać grupę czerwonych skał w mocno wciętej dolinie. Było wolne popołudnie, to trzeba się było tam wybrać, bo ładne, a jakie kruche...
Jak człowiek siedzi w obozie i sie ruszyć nigdzie nie może, to mu się trochę nudzic zaczyna. Wtedy łazi z aparatem w łapie i się trochę uważniej przygląda temu co bliżej ziemi. I nawet tam, gdzie nic nie powinno rosnąć, znajduje coś co rośnie i jeszcze na dodatek ładne jest :)
Udało się nam!
Pogoda była piękna, słoneczko i białe kumuluski dodające uroku zdjeciom. A co najważniejsze viento blanco chyba też poszedł na urlop i nie mieliśmy okazji zaznać co znaczy prawdziwy, andyjski wiatr. Bardzo szybko się aklimatyzowaliśmy. W zasadzie nic nikomu nie było, więc śmigaliśmy między obozami.
W efekcie 9 lutego Marcin i ja stanelismy na szczycie Mercedario 6770 m n.p.m.!!!
Jakie góry! Jakie widoki! Panoramy kosmiczne!
Pogoda była piękna, słoneczko i białe kumuluski dodające uroku zdjeciom. A co najważniejsze viento blanco chyba też poszedł na urlop i nie mieliśmy okazji zaznać co znaczy prawdziwy, andyjski wiatr. Bardzo szybko się aklimatyzowaliśmy. W zasadzie nic nikomu nie było, więc śmigaliśmy między obozami.
W efekcie 9 lutego Marcin i ja stanelismy na szczycie Mercedario 6770 m n.p.m.!!!
Jakie góry! Jakie widoki! Panoramy kosmiczne!
Mendoza była naszym przystankiem. Po dwóch dobach podróżowania dotarliśmy w końcu do tego miasta. Trafiliśmy do fantastycznego hostelu Saviliano i mogliśmy spokojnie zająć się organizacją górskiej logistyki. Po 2,5 tygodniach w górach i po pierwszych zdobyczach wróciliśmy tu świętować, odpoczywać i przygotowywać górską część drugą. Potem wróciliśmy już tylko świętować i wracać.
Zawsze było tu normalne łóżko, prysznic, rogaliki na śniadanie, wiecznie zajęty, wolny jak nieszczęście internet, pyszne melony, ulice krzyżujące się pod kątem prostym, dobre wino tańsze od coca-coli, niezastąpiony kałużo-basen i zakręcony koleś na recepcji :)
W Mendozie były prawdziwe wakacje w ciepłych krajach...
- Raczej nieprędko.
- Jedziemy! 6 godzin wystarczy, żeby zobaczyć, tylko zobaczyć Paryż...
- Jedziemy! 6 godzin wystarczy, żeby zobaczyć, tylko zobaczyć Paryż...
W daleki świat, do Ameryki Poludniowej, do Argentyny, w Andy, Mercedario i Aconcagua! O ja... Zobaczymy co będzie... Kciuki trzymać, żeby było dobrze!
Wracam w marcu.
Weekend przed długim i dalekim wyjazdem. Normalny człowiek siedzi w domu i się pakuje. No niby też miałam taki plan, ale przecież jak można go realizować, skoro w górach ponad metr swieżego śniegu. Nie da się! Na Luboń Wielki mnie ciągło, taka klasyka foczego gatunku ze słynną przecinką. Jeszcze foty owej przecinki zobaczyłam i ciśnienie niebezpiecznie wzrosło.
Po wewnętrznych negocjacjach stanęło na tym, że sobota focza, niedziela niefocza. Duża ekipa się zebrała, nawet były focze debiuty. Na Luboń wyleźliśmy zielonym, słonko się pojawiło, zima w pełni, fantastik! Rozpoczęliśmy poszukiwania przecinki, która sławę wśród fokolubnych ma znaczną. Nie wiem, jak to zrobiliśmy, ale ściągnęło nas w prawo za bardzo i przecinki nie znaleźliśmy, ale po lesie jazda była pyszna. Zjazd na dół w okolicach żółtego, w całkiem fajnym, przejrzystym lesie, śnieg cudny, końcówka przy latarkach. Na koniec wizyta u rabczańskiego ziemianina Misia i kaloryczna nagroda za trudy foczego dnia ;)
A teraz się trzeba pakować... nie lubię, fuj...
Horror party - i jak tu być strasznym w tiulowo-koronkowej sukience i szpilkach? Znów inspirujący okazał się rower, a właściwie jego dwa łańcuchy w roli krwawej biżuterii. Ha! Jaka była potworna impreza! Straaach się bać takiego balowania!
W końcu spadł! Dużo go spadło! Bardzo dużo! Puch! Biały puuuuuuch! Dużo puchu! Szybki, przedbalowy, foczy wypad na Kasprowy, czyli śniegowa niesamowitość! Jazda w puchu powyżej kolan i zjazd na nartach do samego dworca w zasypanym Zakopanem.
Tym razem nic sobie nie zrobiłam i na bal wróciłam.
W międzyczasie ogłosili "czwórkę"...
Ha! Przejęła się! Postraszyłam i tylko weekend wystarczył, żeby zima przypomniała co potrafi. Wprawdzie tylko w górach, ale o to nam przecież właśnie chodzi!
Dla tych, którzy patrząc na miejską zaokienność w zimę nie wierzą, mamy kilka zupełnie niezimowych, górskich propozycji. Pomogą one wszystkim tym, którzy już zaczynają myśleć o wiosennych, długich weekendach i jeszcze dłuższych, letnich wakacjach. Dla każdego coś miłego – blisko u sąsiadów albo dalej w nieznanej Europie, w niewysokich Alpach albo wspinaczkowo. Spędzający ten czas w głębokich fotelach z kubkiem gorącej herbaty zapewne też znajdą coś dla siebie, tak tylko do poczytania. Oczywiście Ci, którzy w bojowych nastrojach są zdeterminowani szukać śniegu nawet na drugim końcu świata, odnajdą trochę białego szczęścia również na naszych łamach. Podpowiadamy, że ten koniec świata ze śniegiem wcale nie jest aż tak daleko, bo w Norwegii, a przy okazji sięgamy do historii i opowiadamy skąd się wzięły detektory lawinowe. Nie zapominamy również o bujających w obłokach i poruszamy tematy lotnicze.
Na koniec przypominam: zima jednak jest! Tylko taka odrobinę nieśmiała, lekko nieprzewidywalna i humorzasta, ale jest! Zatem odkurzamy rakiety śnieżne, narty śladowe, turowe, foki, raki, czekany, kurtki puchowe czy ciepłe polary i z szerokim uśmiechem na twarzy wychodzimy jej na spotkanie, bo audiencja u szanownej, białej pani w tym roku chyba będzie dość krótka.
Bawcie się dobrze w zimowym karnawale!
Narciarze w zasadzie byli ujarani, ale zacznijmy od początku.
W planie był kamerlany, babski wypad na skitur w Masyw Śnieżnika, w Sudety dla odmiany. W efekcie wyszedł drugi z rzędu, foczy wyjazd w Bieszczady, bo tylko tam była szansa na jakikolwiek śnieg. Wprawdzie próbowano nas zniechęcić, wróżąc odwilż totalną, ale jedyne co stopniało, to liczba uczestników imprezy. Śniegu zdecydowanie przybyło i to najlepszej jakości puchu. Pozwoliło to zaliczyć kilka bardzo przyjemnych zjazdów w bieszczadzko-leśnych okolicznościach przyrody. Na połoninach wiało i łamało się pod nartą, ale w bukowym lesie był już tylko puchowy ubaw po pachy, zwłaszcza gdy przyszło do pokonywania na nartach atakujących nas znienacka dość głębokich jarów.
Oczywiście chcemy więcej! Zdecydowanie więcej!
Obowiązkowo należy wspomnieć, że absolutnym hitem sezonu jest nowa, wyjątkowo elegancka kolekcja gogli marki Biedronka. Wyśmienicie chronią przed wiatrem, śniegiem i atakującymi gałęziami, a co najważniejsze nie parują i wzbudzają ogólny zachwyt!
Obowiązkowo należy wspomnieć, że absolutnym hitem sezonu jest nowa, wyjątkowo elegancka kolekcja gogli marki Biedronka. Wyśmienicie chronią przed wiatrem, śniegiem i atakującymi gałęziami, a co najważniejsze nie parują i wzbudzają ogólny zachwyt!
Spontaniczny najazd sylwestrowy na włości dukielskie Uszatej.
Patrząc za okno nasuwał się dylemat: narty brać czy rower?
Narty! W Bieszczadach jest śnieg! Mało kto wierzył, ale dechy pojechały z nami. A my z Teodorówki jeździliśmy w Biesy. Warto było, bo takiego śniegu i takiej jazdy leśnej, to my jeszcze nie widzieliśmy. Nie trzeba jeździć na japońskie wyspy, żeby mieć klimaty rodem z "Signatures".
A Sylwester prawie przespany, album skiturowy dla Turbo ułożony, "Magia i miecz" rozegrana, upaprany kot wykąpany i świat odwrócony w kamerze obskurze.
...w drugie Święto ruszyć się trzeba! Na narty rzecz jasna! Rodzinnie oczywiście!
Rodziny wprawdzie nie udało się do fok przekonać, ale zjazdowo dało radę podziałać. Na Mosornym mało ludzi, dobry śnieg. Tylko poco ten deszcz? W każdym razie narty przewietrzone, a sernik zjedzony w mniejszych ilościach.
Co robi baba, jak sobie kupi za dużą choinkę, żeby załadować ją na rower?
Baba, jak to baba, ma chustkę i tą chustkę od pradziejów wykorzystuje do noszenia rzeczy wszelkich - od jabłek po bachory.
Baba chwilę myśli, bo czasem jej się to zdarza, ściąga chustkę z szyi (trudno, gardło się trochę przewietrzy), owija choinkę chustką, jak niemowle, zarzuca na plecy, przywiązuje do siebie i wsiada na rower.
Baba tak jedzie na tym rowerze przez pół miasta, czasem jej się ta choinka na plecach przekrzywi.
Generalnie baba wzbudza radość wielką wśród innych uczestników ruchu, ale w efekcie i baba i choinka docierają do domu :)
Życzę zatem umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji i sporej dawki poczucia humoru ;)
...powoli zaczynam rozróżniać wolnobieg od kasety i klucz do wolnobiegu od klucza do kasety. Nauka trwa, Zielony ma nową, tylną biżuterię, a ja mam nietypową dekorację świąteczną...
Świąt na Święta!
Są takie progi w Zakopanem, gdzie można pogadać, posłuchać mądrych rzeczy, pobawić się betoniarą, gdzie świeci słońce i pada śnieg nawet, jak w całej reszcie świata plucha.
Te oto progi odzwiedziłam, bo się za ich właścicielami bardzo stęskniłam :)
Weekend w Krakowie, ale w górach i to tych najwyższych. 9. Krakowski Festiwal Górski, to dwa dni ciężkiej, górskiej pracy ;) Jak zwykle wszystkiego było dużo, jak zwykle ciężko było wybrać. Ciekawie i różnorodnie, więcej o zdobywaniu gór najwyższych, mniej o wspinaniu w skale, co akurat mi się podobało. Sporo było o człowieku w górach, o reakcjach, decyzjach, powodach - dobrze, bo zazwyczaj tego mi brakuje, dominuje wyczyn, technika i siła, a tym razem wylazło na pierwszy plan to, co chyba w tym zdobywaniu ważniejsze.
Filmy - większość warta oglądnięcia. Odziwo w końcu nie wszystkie były takie same. Wygrał piękny obraz bez treści, co akurat bardzo nie przeszkadzało w jego kontemplacji, na dodatek o nartach.
Mistrzostwa Polski w Boulderingu - sport, zawody, rywalizacja, ale miło było popatrzeć.
"Jedynki" nie było - i bardzo dobrze!
Przypomniałam sobie przy okazji tekst, który o KFG napisałam dwa lata temu. Nawet chciałam go tu przytoczyć, ale przeczytałam jeszcze raz i chyba już się z moją ówczesną krytyką tej imprezy w pełni nie zgadzam... Podejście do gór mi się zmieniło? Nie wiem do końca, ale festiwal mi się podobał :)
Filmy - większość warta oglądnięcia. Odziwo w końcu nie wszystkie były takie same. Wygrał piękny obraz bez treści, co akurat bardzo nie przeszkadzało w jego kontemplacji, na dodatek o nartach.
Mistrzostwa Polski w Boulderingu - sport, zawody, rywalizacja, ale miło było popatrzeć.
"Jedynki" nie było - i bardzo dobrze!
Przypomniałam sobie przy okazji tekst, który o KFG napisałam dwa lata temu. Nawet chciałam go tu przytoczyć, ale przeczytałam jeszcze raz i chyba już się z moją ówczesną krytyką tej imprezy w pełni nie zgadzam... Podejście do gór mi się zmieniło? Nie wiem do końca, ale festiwal mi się podobał :)
Narty start! Sezon narciarski uważam za otwarty! Dla ścisłości powtórzę: narciarski - foczy jeszcze nie.
Nie ma ja głupie wypady od czapy - trzy godziny jazdy, cztery godziny jazdy, trzy godziny jazdy. Ta jazda środkowa to na nartach, po białym, sztucznym białym, bo góry raczej jeszcze w scenerii sierpniowej.
A, no na Chopoku byłam, znaczy tuż pod, za jedno euro i dzień urlopu :)
A siatkarze nasi kochani na dzieńdobry ograli Włochów w Pucharze Świata!
