Szczegółowe informacje na temat zbiórki można znaleźć na stronie Centralnego Ośrodka Turystyki Górskiej PTTK.
A taki spontaniczny wypadzik pod Kraków. Blisko a mnie tam nie było jeszcze. Miejsce z baaardzo dużym potencjałem fotograficznym. Może jednak zmobilizuję się na jakiś wschód słońca tamże?
No na rower trzeba wrócić, pojeździć cosik :) No to wróciłam, powoli i na lajcie miało być. W planie miałam niewymagającą wycieczkę pociągową w okolicach Kalwarii, ale że szanowni koledzy wyciągnęli znów do Kluchów, to postanowiłam po czterech miesiącach zawalczyć i przegonić poprzednie demony. Pojechałam z założeniem, że na nieszczęsną traskę DH nawet nie spoglądam, tylko delikatnie objeżdżam przyjazne alajny. No i prawie się udało...
No to takie żewno-sentymentalne podsumowanie ;) To były naprawdę niesamowite trzy tygodnie! Takiej dawki pozytywnej, emocjonującej siatkówki to ja sobie jeszcze nigdy nie zapodałam. Dwanaście meczy na żywo i jakaś niezliczona liczba godzin obejrzanych relacji, wywiadów i innych materiałów z Mistrzostw, a na koniec taki kosmiczny finał! I jak tu się nie cieszyć? Jak tu nie uwielbiać siatkówki?!?!?! :)
Aaaaaaaaaaaaaaaaa! Kosmiczna gra! Kosmiczne emocje! Kosmiczna Polska pokonuje Brazylię!
Aaaaaaaaaaaaaaaaa! Dwa sety! Półfinał! Mamy półfinał! Rosjanie odesłani do domu! Mecz też wygrany! Szaleństwo! Absolutne szaleństwo! Absolutne! Jest pięknie! Widzimy się w katowickim spodku!!!
Kolejna faza Mistrzostw. Znów na żywo! Tym razem wyprawa na mecze Polaków do Łodzi! Ekstremalne zwroty akcji w niby wygranym meczu z Iranem, w efekcie na szczęście wygranym, ale nie 3:0, a nerwowe 3:2! Ech, siatkarskie życie jest nieprzewidywalne ;)
Po drodze zbici Serbowie, mistrzowie tylko pierwszego seta. Cudowna Argentyna, która zostawiłam na prezent na pożegnanie. No i kulminacja zdarzeń w postaci polsko-francuskiego pojedynku na najwyższym szczeblu! Ach! No i byłoby świetnie, gdyby nie kończące weekend losowanie grup na kolejną fazę turnieju. No ale trzeba powiedzieć: Brazylio, Rosjo - bójcie się! My gramy dalej! Aaaa, Winiar! Bądź dzielny! :)
Po drodze zbici Serbowie, mistrzowie tylko pierwszego seta. Cudowna Argentyna, która zostawiłam na prezent na pożegnanie. No i kulminacja zdarzeń w postaci polsko-francuskiego pojedynku na najwyższym szczeblu! Ach! No i byłoby świetnie, gdyby nie kończące weekend losowanie grup na kolejną fazę turnieju. No ale trzeba powiedzieć: Brazylio, Rosjo - bójcie się! My gramy dalej! Aaaa, Winiar! Bądź dzielny! :)
Lubię fabryki i maszyny, więc lubię Łódź. Przy okazji mistrzostw jest okazja do krajoznawstwa. Zatem powędrowałyśmy do Białej Fabryki - Muzeum Włókiennictwa i skansen drewnianego budownictwa miejsko-przemysłowego. Dużo krosen, przędzarek i szpulek. Podobało mi się! :)
A! Sklep "Pan tu nie stał" znalazłyśmy tym razem. Dostałyśmy długopisy z bańkami i pieczotką, różowo-fioletowe dostałyśmy od miłego pana kelnera. O meczach nie tu.
A w niedzielę średnie muzeum kinematografii oraz świetna architektura i założenie osiedla fabrycznego Księży Młyn.
Oglądamy Polaków. Dwa mecz o awans do następnej fazy MŚ. Wtorkowy z USA przegrany i czwartkowy z Włochami wygrany :) Duży ekran, fajna knajpa i mocna kibicowska ekipa! To są Mistrzostwa! Dalej - na Łódź! Wypatrujcie nas w telewizji! ;)
Ropczyce. Wsi spokojna, wsi wesoła. Raj na ziemi. Wakacje prawdziwe. W końcu się udało zgrać, żeby się tam wybrać na wywczas, na lenistwo, na leżakowanie, na czytanie, na pieczenie, na gotowanie i malin zbieranie!
Przy okazji można się było siatkówką pozachwycać. Otwarliśmy w pełni profesjonalną, cały czas otwartą, plenerową strefę kibica :) Był prawie-telebim, czyli mecz rzucony na elewację - bajer! Wprawdzie lekki niepokój Polska fundnęła nam z Kamerunem, ale w sumie szczęśliwie się skończyło, a i Argentyna później też planowe lanie dostała!
W sobotę wielkie otwarcie. Warszawa. Stadion Narodowy. Prawie 70 tysięcy kibiców. Ceremonia. Mecz Polska - Serbia. Szał! i kosmos! Nie byłam tam, bo zwijałam bazę na Gorcu. No i mimo wiekopomności siatkarskiego wydarzenia - nie żałuję!
No ale do rzeczy. Polacy w pierwszym meczu wtłukli Serbom śpiewająco! Dzisiaj grają drugi mecz z Australią - niestety wszyscy pamiętają pojedynek z Australijczykami na IO. Hmmm, teraz inaczej będzie!
A ja pędzę do Kraków Areny na mecze Belgia - Portoryko i Francja - Włochy. W czwartek Iran z Francja i Włosi z Belgami, a w weekend ropczycka strefa kibica :) Mniam!
No ale do rzeczy. Polacy w pierwszym meczu wtłukli Serbom śpiewająco! Dzisiaj grają drugi mecz z Australią - niestety wszyscy pamiętają pojedynek z Australijczykami na IO. Hmmm, teraz inaczej będzie!
A ja pędzę do Kraków Areny na mecze Belgia - Portoryko i Francja - Włochy. W czwartek Iran z Francja i Włosi z Belgami, a w weekend ropczycka strefa kibica :) Mniam!
Któregoś pięknego dnia weszłyśmy do bazowej kuchni i w oczy rzuciła nam się gazeta otwarta na stronie z takim właśnie tytułem. Uśmiałyśmy się mocno, bo nikt nie przynosi wody ze źródła, jak ty! ;) Pasowało idealnie.
Gorcstok, bazowanie, zwijanie. Jak zwykle trzy różne światy w tydzień. Uwielbiam! Co tu dużo mówić -jedna wielka, tygodniowa impreza :)
I świetna ekipa na zwijanie! Gorcowo po prostu :)
Ten dzień, ten mecz Memoriału Wagnera, na który wszyscy czekali! Polska - Rosja! Święta siatkarska wojna i ostatni poważny sprawdzian przed MŚ, czyli kosmos! Do tego ponad 15 tysięcy kibiców - kocioł murowany! Ach! Tak sobie właśnie przypomniałam, że mój pierwszy mecz reprezentacji, na którym byłam na żywo, to był właśnie Memoriał w Spodku trzy lata temu też z Rosją. Wtedy dostaliśmy szybkie lanie, a tym razem był to prawdziwy pięciosetowy bój! Zakończony naszym fantastycznym zwycięstwem Polaków, choć nie bez trudności. Atmosfery, szału na trybunach i w ogóle tego wszystkie nie będę, bo się nie da. Po prostu polecam przejść się na jakiś mecz :)
Przed hitem dnia był jeszcze mecz Bulgaria - Chiny, nudny, trochę jakbym oglądała siatkówkę w zwolnionym tempie. Zaskakująco Bułgarzy się męczyli i potrzebowali pięciu setów, że w końcu ograć Chińczyków. Noooo to teraz już tylko czekamy na Mistrzostwa Świataaaa! Będą foty z 12 meczów :D

Wróciłam na rower! Do lasu! Na razie tak delikatnie, jednodniowo, na single bielskie, ale jest :) I w sumie wszystko dobrze, ręka nie boli, tylko mózg jakiś taki przyblokowany. Ale się odblokuje kiedyś i jeździć będzie można już pełnowymiarowo. A bielsko miejscówka fajna jest, fajne lasy i fajne ściechy!
I mamy w końcu fantastyczna halę w Krakowie - o taki beret z antenką - to mamy też imprezy siatkarskie światowego kalibru. Była Liga Światowa z Brazylią na otwarcie (niestety mnie ominął ten mecz), teraz XII Memoriał Huberta Jerzego Wagnera, jako przedsmak Mistrzostw Świata!
Mamy drużynę! Drużynę z zawirowaniami, kontrowersja i innymi takimi zaskoczeniami. Zaskakująca "trenerka" Antigi, różne zwroty przygotowawczej akcji, skręcona kostka Wlazłego i ostatni mecz Kurka w składzie... Ot, taka malusia-dziwnusia niespodzianka... Aaaa, byłam w kinie na "Drużynie"! Warto bardzo!
No ale jak mamy Memoriał, to mamy też mecze :) Spontanicznie bardzo w sobotę na meczu Rosji z Chinami, a potem Polski z Bułgarami wylądowałam. No co ja będe pisać? Po raz milionowy, ze lubię siatkówkę i mecze mnie straszliwie kręcą? ;)
Aaaa, koneicznie muszę wspomnieć, że moja mama absolutnie cudnie mnie obdarowała najprawdziwszą koszulką reprezentacyjną! Ach!
Ciąg dalszy nastąpi i to szybko... :)
To był weekend "inaczej". Sporo takich weekendów ostatnio, ale ten był prawdziwie inaczej inaczej. W końcu udało się zgrać ekipę na żagle i to dużą ekipę. I mimo flauty straszliwej i małych możliwości faktycznego żeglowania, to ubaw mieliśmy nieziemski, a czas wyjątkowo imprezowy. Najlepiej nam szło klarowanie drinków i ujeżdżanie gwiazdy wyjazdu, czyli Miecia! ;)
Weekend niesamowitości. Dwa dni, a wrażenie jakbym spędziła w górach co najmniej tydzień. Takie natężenia fajnych wydarzeń, ludzi, rozmów, zbiegów okoliczności i chodzenia po górach, to ja dawno nie pamiętam.
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.
Uzupełnieniem bazowych klimatów była imprezka, nocne fotografowanie, wypas śniadaniowa jajecznica, kawa z bitą śmietaną na kocyku i kolejna megaporcja naleśników. Niespiesznie pobieżyliśmy do Krościenka i w ostatniej chwili przed deszczem załapaliśmy się na słynne lody. Autobus nas olał, więc wróciliśmy wyjątkowo szczęśliwym stopem :) Weekend dawno nie celebrowanej jakości! Lubię bardzo tak!
Piątkowy wypad na kameralny Gorc okazał się świetnym pomysłem. Inauguracja bazowej gitary i długie w noc ogniskowe posiady. Poranna kawa i przeciągające się, jak zawsze, z bazy wychodzenie. Ambitna wycieczka górska szlakiem zielonym - jak ja tam daaawno nie szłam - i upalne Lubania zdobywanie. A tam ludzi wiele i naleśnikowe przeboje. Hura! Pograłam w siatkę trochę - Mogę! Mogę! Mogę! Ręka już daje radę, nie na maxa ale już mogę zacząć grać :)
Najważniejszym elementem imprezy był nasz udział w konkursie naleśnikowym. Jako team "Te z Gorca" podbiłyśmy naleśnikowe serca jurorów naleśnikami namiotowymi "Gorc i Lubań". Patelnia pierwszeństwa nasza! :D No, w sumie nie spodziewałyśmy się.


















































