Ha! Przejęła się! Postraszyłam i tylko weekend wystarczył, żeby zima przypomniała co potrafi. Wprawdzie tylko w górach, ale o to nam przecież właśnie chodzi!
Dla tych, którzy patrząc na miejską zaokienność w zimę nie wierzą, mamy kilka zupełnie niezimowych, górskich propozycji. Pomogą one wszystkim tym, którzy już zaczynają myśleć o wiosennych, długich weekendach i jeszcze dłuższych, letnich wakacjach. Dla każdego coś miłego – blisko u sąsiadów albo dalej w nieznanej Europie, w niewysokich Alpach albo wspinaczkowo. Spędzający ten czas w głębokich fotelach z kubkiem gorącej herbaty zapewne też znajdą coś dla siebie, tak tylko do poczytania. Oczywiście Ci, którzy w bojowych nastrojach są zdeterminowani szukać śniegu nawet na drugim końcu świata, odnajdą trochę białego szczęścia również na naszych łamach. Podpowiadamy, że ten koniec świata ze śniegiem wcale nie jest aż tak daleko, bo w Norwegii, a przy okazji sięgamy do historii i opowiadamy skąd się wzięły detektory lawinowe. Nie zapominamy również o bujających w obłokach i poruszamy tematy lotnicze.
Na koniec przypominam: zima jednak jest! Tylko taka odrobinę nieśmiała, lekko nieprzewidywalna i humorzasta, ale jest! Zatem odkurzamy rakiety śnieżne, narty śladowe, turowe, foki, raki, czekany, kurtki puchowe czy ciepłe polary i z szerokim uśmiechem na twarzy wychodzimy jej na spotkanie, bo audiencja u szanownej, białej pani w tym roku chyba będzie dość krótka.
Bawcie się dobrze w zimowym karnawale!
Narciarze w zasadzie byli ujarani, ale zacznijmy od początku.
W planie był kamerlany, babski wypad na skitur w Masyw Śnieżnika, w Sudety dla odmiany. W efekcie wyszedł drugi z rzędu, foczy wyjazd w Bieszczady, bo tylko tam była szansa na jakikolwiek śnieg. Wprawdzie próbowano nas zniechęcić, wróżąc odwilż totalną, ale jedyne co stopniało, to liczba uczestników imprezy. Śniegu zdecydowanie przybyło i to najlepszej jakości puchu. Pozwoliło to zaliczyć kilka bardzo przyjemnych zjazdów w bieszczadzko-leśnych okolicznościach przyrody. Na połoninach wiało i łamało się pod nartą, ale w bukowym lesie był już tylko puchowy ubaw po pachy, zwłaszcza gdy przyszło do pokonywania na nartach atakujących nas znienacka dość głębokich jarów.
Oczywiście chcemy więcej! Zdecydowanie więcej!
Obowiązkowo należy wspomnieć, że absolutnym hitem sezonu jest nowa, wyjątkowo elegancka kolekcja gogli marki Biedronka. Wyśmienicie chronią przed wiatrem, śniegiem i atakującymi gałęziami, a co najważniejsze nie parują i wzbudzają ogólny zachwyt!
Obowiązkowo należy wspomnieć, że absolutnym hitem sezonu jest nowa, wyjątkowo elegancka kolekcja gogli marki Biedronka. Wyśmienicie chronią przed wiatrem, śniegiem i atakującymi gałęziami, a co najważniejsze nie parują i wzbudzają ogólny zachwyt!
Spontaniczny najazd sylwestrowy na włości dukielskie Uszatej.
Patrząc za okno nasuwał się dylemat: narty brać czy rower?
Narty! W Bieszczadach jest śnieg! Mało kto wierzył, ale dechy pojechały z nami. A my z Teodorówki jeździliśmy w Biesy. Warto było, bo takiego śniegu i takiej jazdy leśnej, to my jeszcze nie widzieliśmy. Nie trzeba jeździć na japońskie wyspy, żeby mieć klimaty rodem z "Signatures".
A Sylwester prawie przespany, album skiturowy dla Turbo ułożony, "Magia i miecz" rozegrana, upaprany kot wykąpany i świat odwrócony w kamerze obskurze.
...w drugie Święto ruszyć się trzeba! Na narty rzecz jasna! Rodzinnie oczywiście!
Rodziny wprawdzie nie udało się do fok przekonać, ale zjazdowo dało radę podziałać. Na Mosornym mało ludzi, dobry śnieg. Tylko poco ten deszcz? W każdym razie narty przewietrzone, a sernik zjedzony w mniejszych ilościach.
Co robi baba, jak sobie kupi za dużą choinkę, żeby załadować ją na rower?
Baba, jak to baba, ma chustkę i tą chustkę od pradziejów wykorzystuje do noszenia rzeczy wszelkich - od jabłek po bachory.
Baba chwilę myśli, bo czasem jej się to zdarza, ściąga chustkę z szyi (trudno, gardło się trochę przewietrzy), owija choinkę chustką, jak niemowle, zarzuca na plecy, przywiązuje do siebie i wsiada na rower.
Baba tak jedzie na tym rowerze przez pół miasta, czasem jej się ta choinka na plecach przekrzywi.
Generalnie baba wzbudza radość wielką wśród innych uczestników ruchu, ale w efekcie i baba i choinka docierają do domu :)
Życzę zatem umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji i sporej dawki poczucia humoru ;)
...powoli zaczynam rozróżniać wolnobieg od kasety i klucz do wolnobiegu od klucza do kasety. Nauka trwa, Zielony ma nową, tylną biżuterię, a ja mam nietypową dekorację świąteczną...
Świąt na Święta!
Są takie progi w Zakopanem, gdzie można pogadać, posłuchać mądrych rzeczy, pobawić się betoniarą, gdzie świeci słońce i pada śnieg nawet, jak w całej reszcie świata plucha.
Te oto progi odzwiedziłam, bo się za ich właścicielami bardzo stęskniłam :)
Weekend w Krakowie, ale w górach i to tych najwyższych. 9. Krakowski Festiwal Górski, to dwa dni ciężkiej, górskiej pracy ;) Jak zwykle wszystkiego było dużo, jak zwykle ciężko było wybrać. Ciekawie i różnorodnie, więcej o zdobywaniu gór najwyższych, mniej o wspinaniu w skale, co akurat mi się podobało. Sporo było o człowieku w górach, o reakcjach, decyzjach, powodach - dobrze, bo zazwyczaj tego mi brakuje, dominuje wyczyn, technika i siła, a tym razem wylazło na pierwszy plan to, co chyba w tym zdobywaniu ważniejsze.
Filmy - większość warta oglądnięcia. Odziwo w końcu nie wszystkie były takie same. Wygrał piękny obraz bez treści, co akurat bardzo nie przeszkadzało w jego kontemplacji, na dodatek o nartach.
Mistrzostwa Polski w Boulderingu - sport, zawody, rywalizacja, ale miło było popatrzeć.
"Jedynki" nie było - i bardzo dobrze!
Przypomniałam sobie przy okazji tekst, który o KFG napisałam dwa lata temu. Nawet chciałam go tu przytoczyć, ale przeczytałam jeszcze raz i chyba już się z moją ówczesną krytyką tej imprezy w pełni nie zgadzam... Podejście do gór mi się zmieniło? Nie wiem do końca, ale festiwal mi się podobał :)
Filmy - większość warta oglądnięcia. Odziwo w końcu nie wszystkie były takie same. Wygrał piękny obraz bez treści, co akurat bardzo nie przeszkadzało w jego kontemplacji, na dodatek o nartach.
Mistrzostwa Polski w Boulderingu - sport, zawody, rywalizacja, ale miło było popatrzeć.
"Jedynki" nie było - i bardzo dobrze!
Przypomniałam sobie przy okazji tekst, który o KFG napisałam dwa lata temu. Nawet chciałam go tu przytoczyć, ale przeczytałam jeszcze raz i chyba już się z moją ówczesną krytyką tej imprezy w pełni nie zgadzam... Podejście do gór mi się zmieniło? Nie wiem do końca, ale festiwal mi się podobał :)
Narty start! Sezon narciarski uważam za otwarty! Dla ścisłości powtórzę: narciarski - foczy jeszcze nie.
Nie ma ja głupie wypady od czapy - trzy godziny jazdy, cztery godziny jazdy, trzy godziny jazdy. Ta jazda środkowa to na nartach, po białym, sztucznym białym, bo góry raczej jeszcze w scenerii sierpniowej.
A, no na Chopoku byłam, znaczy tuż pod, za jedno euro i dzień urlopu :)
A siatkarze nasi kochani na dzieńdobry ograli Włochów w Pucharze Świata!
To musiało się tu pojawić! Oglądajcie!
18 minut rowerowej niesamowitości!
Ja też tak kiedyś będę jeździć! ;D
18 minut rowerowej niesamowitości!
Ja też tak kiedyś będę jeździć! ;D
Jak się okazuje są jeszcze w Gorcach ścieżki, którymi nie jeździłam. I to bardzo fajne ścieżki. Przy okazji jest też inwersja, morze mgieł, piękne słońce, nieziemskie widoki na Tatry, lód włóknisty oraz wszelkie odmiany szronu i szadzi. Jest też kurs, który ma pierwszy wyjazd i dziesięcioletnie, związane z tym sentymenty oraz trwała już chyba awersja do szkolenia.
Jest też trauma drugiego haka i miny grupy napotaknych endurowców na widok mojego roweru i działań na nim oraz magiczne słowo "szacun" - bezcenne :D
Nie ma za to zdjęć, choć aparat przejechał się w plecaku, ale karta została w domu. Jest za to komórkowy żart fotograficzny.
Jest również oficjalny koniec (mocnego) sezonu rowerowego w górach :(
...długim weekendzie, czyli dwa rewelacyjne koncerty.
W czwartek koncert symfoniczny orkiestry Filharmonii Krakowskiej - polska muzyka filmowa.
W czwartek koncert symfoniczny orkiestry Filharmonii Krakowskiej - polska muzyka filmowa.
W poniedziałek Anna Maria Jopek z niesamowitymi dźwiękami.
A to jeszcze nie koniec kultury w tym tygodniu :)
A to jeszcze nie koniec kultury w tym tygodniu :)
Gdybyśmy to planowali od pół roku, na pewno tak by nie wyszło. Planu na długi weekend nie było, powstał tak spontanicznie, że wszyscy zastanawialiśmy się jakim cudem udało się to tak perfekcyjnie zorganizować. W efekcie 11 osób i 11 rowerów 11 listopada zameldowało się u Uszatej w Teodorówce.
A! Spec dalej na L4 - nie dowieźli mi haka, więc podróż sentymentalna była. Powrót do górskich, rowerowych początków na Zielonym. Da się! To jest najcudowniejszy rower świata!
Dzień pierwszy - kółeczko przez Olchowiec, szarlotka i racuchy z jabłkami.
Dzień drugi - kółeczko przez Lipowiec i Zyndranową, rowerokrzal i dobry film narciarski.
Dzień trzeci - dla odmiany spacer z buta do źródeł Jasiołki z bobrami w tle.
A! Spec dalej na L4 - nie dowieźli mi haka, więc podróż sentymentalna była. Powrót do górskich, rowerowych początków na Zielonym. Da się! To jest najcudowniejszy rower świata!
Kolejny rocznik blachę wziął...
Kolejny wesoły pociąg przetoczył się przez teren uprawnień...
Kolejny raz kabaret szydził z tego samego...
Kolejny raz była fantastyczna impreza...
Ale!
Pierwszy raz od dziewięciu lat WYGRALIŚMY z Tatrzańcami!
Niezwykle emocjonujący mecz Tatry-Beskidy zakończył się wynikiem 3:3 i 1:3 w karnych!
Chwała i cześć Konradowi za pierwszą bramkę, Łysiowi za dwie kolejne i Bartusiowi za niesamowitą obronę!
Kto nie był na Leciu ma czego żałować ;)
Kolejny wesoły pociąg przetoczył się przez teren uprawnień...
Kolejny raz kabaret szydził z tego samego...
Kolejny raz była fantastyczna impreza...
Ale!
Pierwszy raz od dziewięciu lat WYGRALIŚMY z Tatrzańcami!
Niezwykle emocjonujący mecz Tatry-Beskidy zakończył się wynikiem 3:3 i 1:3 w karnych!
Chwała i cześć Konradowi za pierwszą bramkę, Łysiowi za dwie kolejne i Bartusiowi za niesamowitą obronę!
Kto nie był na Leciu ma czego żałować ;)
Tego, że miało być zupełnie inaczej pisać już chyba nie muszę - standard. Pomysł na rowerową Gochę przekształcił się w dwukołowe Bieszczady, z których wykluł się Beskid Niski.
Całość imprezy rozpoczęła się logistyczną porażką: Kraków - Grybów w 8 godzin! Potem miłe pomykanie na wschód zakończone czołówkowym docieraniem do schroniska pod Magurą Małastowską. Wieczór zwieńczony winem Bieszczady!
Dzień następny piękny, słoneczny i liściaście kolorowy. Bartne, Magura Wątkowska i rewelacyjny zjazd ze Świerzowej z klasycznym OTB w pakiecie (drugie moje latanie przez kierownicę, w cenie bardzo promocyjnej - dwa siniaki), a na deser śliczny singiel z Przełęczy Hałbowskiej do Krempnej.
Na zakończenie miały być endurocuda na Cergowej i Dukla, ale pod Grzywacką Górą biedactwo moje specjalne zostało zaatakowane przez potworny drut! Drut się wkręcił we wszystko w co mógł. W efekcie złamałam hak przerzutki, pogiełam wózek przerzutki (na szczęście sama przerzutka cała), pogiełam prawie nowy łańcuch i nadszarnęłam szprychę (na szczęście nie zerwałam). Jedyne co można było zrobić, to założyć łańcuch na sztywno, bez możliwości zmiany przełożeń... Ewakucja do Nowego Żmigrodu, a dalej asfaltem do Gorlic... Bez biegów trzeba było cisnąć... oj, czwórki będą boleć...
A Specjałkowi-biedakowi konkretny serwis teraz potrzebny.
Ci, co lubią asfalt pod rowerem, będą mieć asfalt. Ci, co asfaltu nie lubią, a lubią wszystko inne, będą mieć wszystko inne. Będą dwie superowe trasy na przyszłorocznym Karpackim Maratonie Rowerowym i w końcu będzie konkretny teren!
Dziś objechaliśmy propozycje tras, szkoda tylko, że bez rowerów. Okolice Nowego Sącza są fantastyczne, jeszcze w tym sezonie trzeba tam ma dwukółku popędzić.
W sumie Białystok jest strasznie daleko i jazda tam na weekend wydaje się bezsensu, ale ku chwale i na cześć, spełniając pttkowski obowiązek, popędziałam na spotkanie z kawałkiem Szanownego Koleżeństwa w wydaniu akademickim ;)
Ale Podlasie jest niesamowicie ciekawe i trzeba tam kiedyś na dwukółku dłużej podziałać. Tym razem był Supraśl z najstarszym klasztorem prawosłąwnym w Polsce i świetnym muzeum ikon, Tykocin z Narwią, kościołem, zamkiem i rewelacyjną synagogą, no i Białystok. Dowiedziałam się na przykład, ze Zamenhof, twórca języka esperanto, pochodził z Białegostoku i, że nowa, największa cerkiew w Polsce może być ładna. Fajnie, twórczo, krajoznawczo.
Dowiedziałam się również, że na dworcu centralnym w Warszawie jest informacyjno-remontowa masakra i nie można w kasach biletowych płacić kartą...
Ale Podlasie jest niesamowicie ciekawe i trzeba tam kiedyś na dwukółku dłużej podziałać. Tym razem był Supraśl z najstarszym klasztorem prawosłąwnym w Polsce i świetnym muzeum ikon, Tykocin z Narwią, kościołem, zamkiem i rewelacyjną synagogą, no i Białystok. Dowiedziałam się na przykład, ze Zamenhof, twórca języka esperanto, pochodził z Białegostoku i, że nowa, największa cerkiew w Polsce może być ładna. Fajnie, twórczo, krajoznawczo.
Dowiedziałam się również, że na dworcu centralnym w Warszawie jest informacyjno-remontowa masakra i nie można w kasach biletowych płacić kartą...
Umwówienie się z dwoma facetami na raz graniczy z cudem. Zwłaszcza jeśli chodzi o rower, w górach, w śrdoku jesieni. Ale marudzą!
W efekcie nie weekend a słoneczna niedziela, nie góry a Jura Północna... jedynie rower się zgadzał :)
W efekcie nie weekend a słoneczna niedziela, nie góry a Jura Północna... jedynie rower się zgadzał :)
Dwie edurowce z endurobaranem na czele, pojechali endurostadem w siną dal...
No dobra... jurajskie wapienie i piachy pod oponami są prawie tak fajne jak flisz karpacki. Było zwiedzanie świetnych miejscówek wspinowych (Rzędkowice, Mirów) i zamków (Bobolice, Mirów), był piękny, sosnowy las (prawie wszędzie) i nawet odcinki specjalne po krzakach, było ciepło (na pewno cieplej niż w Beskidach). Ale nie było konkretnego zjazdu i nie było widoku na Tatry.
No dobra... było bardzo fajnie! Zwłaszcza, że tam wcześniej nie byłam :)
Zielonemu też coś się od życia należy - stwierdziłam to zobaczywszy, jak prawie zniknęły kółeczka od tylnej przerzutki. Podzieliłam się spostrzeżeniem ze światem i dostałam ślicznego, prawie nieużywanego, oldskulowego SISa - w sam raz dla Zielonego. Moje wzruszenie było wielkie :) Jak już się przystawiłam do działań, to się okazało, że kilkanaście lat nieodkręcana śruba od haka jest nie do ruszenia, nawet po dwóch dniach kąpieli w WD-40... I tak się skończyło wymienianie przerzutki, choć przynajmniej napęd czysty i linka nowa. Może kąpiel powinna trwać dwa tygodnie? Zobaczymy...
