40 lat Pracownij Krajoznawczej przy OA PTTK w Krakowie! Tyle stuknęło! I z tej okazji dzielna cHanka wymyśliła, stworzyła i zawiesiła rewelacyjną wystawę okładek pism turystycznych z czasów PRL-u. Mjuut! Klimacik jest przedni! Wystawę trzeba było uroczyście otworzyć, było winko, zielony tort i oddziałowe oficjelstwo ;) No taka mała imprezka w Bibliotece Wojewódzkiej. Jak ktoś będize przechodził, to zapraszamy do oglądania! Wisi do 15 lipca, na I piętrze w lewym skrzydle.
Ano tak się trochę przykleiłam do ekipy fotograficznej „Zatrzymać
Czas”. Fajne rzeczy focą, sporo potrafią, uczyć się jest od kogo. Nurek na nocno-poranne
plenery w górki już mnie kilka razy wyciągał, ale się generalnie nie składało. Chwilowo
dysponuję większą ilością czasu, więc w końcu udało się z premedytacją nocy nie
przespać. Pierwsze pomysły były na wierzchołek K3, ale potem nam się
pozmieniało. W efekcie K3 były, ale z dołu, ze Sromowiec z gwiazdami „w kółko”
w pakiecie. Pierwszy raz taką fotę robiłam i powoli zaczynam łapać o co w tym
chodzi. Na pewno powalczę z gwiazdami jeszcze nie raz!
Gdy jutrzenka zaczęła na nas wyglądać nieśmiało
przetransportowaliśmy się na Grandeus, no bo czy może być lepsze miejsce do
fotografowania? Tu Tatry, tu Pieniny, a tu zachodzący, potężny księżyc w pełni.
Idealnie! I spektakularnie!
Lubię takie akcję, lubię takie focenie, nie lubię być
niewyspana! Na pewno więcej tak podziałamy, bo jest moc w porannych mgłach! Efektów więcej tu!
W końcu cosik mi się zaczęło lepiej jeździć. W czwartek bardzo fajny, spontaniczny Lasek Wolski, w piątek objazd trasy DH w Kluchach przed zawodami. Udało się zjechać, to co trudne, z jedna konkretną glebą, ale udało się. W sobotę zawody... Coś nieswojo na starcie było... Pierwsze trudne kamienie ładnie przejechałam i z radości tak się rozproszyłam, że wygrzmociłam zaraz potem na równej drodze...
Złamany łokieć prawej ręki, SOR w Nowym Targu, operacja, drutowanie, gips... extra... uziemienie na długoooo. Wszystko generalnie do kitu... Przerwa od roweru, przerwa od siatkówki, tylko zostaje spacerowanie i myślenie nad nie wiadomo czym. Ech no!
Jak moją rękę kroili, to Aga swej ręki do mojego szkła użyczyła i foty na zakończenie zawodów robiła :)
Edit: ściągnęli mi gips i kazali ruszać! 5 dni po złamaniu! Aaaa, cudownie, za miesiąc na rowerze już śmigać będę!
Jak moją rękę kroili, to Aga swej ręki do mojego szkła użyczyła i foty na zakończenie zawodów robiła :)
Edit: ściągnęli mi gips i kazali ruszać! 5 dni po złamaniu! Aaaa, cudownie, za miesiąc na rowerze już śmigać będę!
Jak człowieka drapnie w nos, to sobie idzie szukać innego kota ;) No to sobie poszukałam. W sobotę znalazłam tego starego, dobrego, co to swego czasu był jedynym w okolicy, a w niedziele takiego co to się nawet ostatnio gdzieś tam szwendał niedaleko.
Wsiadłam w pociąg, jak w ę-pradziejach i pojechałam się sama powłóczyć po górkach między Kalwarią a Wadowicami. Dwie białe plamy w postaci Jaroszowickiej i Bliźniaków zaliczyłam, fajne ściechy i zaskakująco miłe zjazdy znalazłam, interwałowo się zmęczyłam i konkretny lot przeżyłam. Takie latanie w samotności to kiepska sprawa generalnie jest. Miło, przyjemnie i po mojemu :)
A w niedzielę miał być lajtowy trip dla potluczonych, ale wyszło, słusznie w sumie, że na rozjeżdżanie, to wyciąg i bajk park są lepszym rozwiązaniem. Zatem powalczyliśmy luźno na Alinie w Kluszkowcach z małymi dh-próbami.
Podsumowując: z szeroką kierą nawet czasem mjuuut w zakrętach znajduję, trochę zajarzyłam, że prócz dwóch amortyzotorów w rowerze, mam jeszcze cztery własne, a im więcej różnych kotów tym lepiej.
W nagrodę za ciężką pracę i z okazji dnia dziecka, były lody w Nowym Tragu (pyszne, ale Krościenko dalej wygrywa) :)
Kolorowe
farbki bardzo lubią mnie
Kolorowe farbki kiedy je poproszę
namalują szlaki tam gdzie chcę!
Kolorowe farbki w pudełeczku noszę
Kolorowe
farbki bardzo lubią mnie
Kolorowe farbki kiedy je poproszę
namalują szlaki tam gdzie chcę!
Kolorowe farbki kiedy je poproszę
namalują szlaki tam gdzie chcę!
Namaluję znaki w te
największe krzaki
Poprowadzę ciebie w ciemny, gęsty las
A gdy w góry idąc, pytasz:
szlak to jaki?
wiedz, że dziś nie wrócisz
do domu na czas
Poprowadzę ciebie w ciemny, gęsty las
A gdy w góry idąc, pytasz:
szlak to jaki?
wiedz, że dziś nie wrócisz
do domu na czas
Kolorowe farbki w pudełeczku noszę
Kolorowe farbki kiedy je poproszę
namalują szlaki tam gdzie chcę!
Kiedy w góry idę zawsze mam
radochę
maluję na drzewach paski piękne trzy
Strzałki i łamańce,
gdy szlak skręca trochę
na wysoki szczyt
maluję na drzewach paski piękne trzy
Strzałki i łamańce,
gdy szlak skręca trochę
na wysoki szczyt
Szanowne Drzewa uprasza się o rozstępowanie się szerzej! Sie jedzie! Sie skręca!
To coś ma 750 mm! Poprzednie miało 680 mm. To duża różnieca. Ciekawe czy mi rąk nie zabraknie, w sensie na długość. Układ sylwetki się ciut zmieni, bardziej do przodu trochę. No, będzie inaczej w każdym razie. Wszyscy mówią, że lepiej. Że lepiej się prowadzi, że lepiej skręca, że wszystko lepiej :) Sie zobaczy, na razie trochę się boję ;)
Aaaaa, nie powiedziałam w sumie - kierownicę mam nową ;)
Weekend z definicji imprezowy, co wpisało się też idealnie w zapędy szanownej pogody, która z deszczami postanowiła poszaleć. Poszalała tak, że pół Małopolski zalało, a nam w drodze do Gochy nabruździła i most w Kamienicy naderwała.
Świętować było co, bo w końcu ten doktorat z tych nazw tatrzańskich, co to się tworzył tyle i pacy ogrom przysporzył, trzeba było opić. Zatem leniwie, ogniskowo, wiosennie, chatowo, grzankowo. Dużo znajomych, dużo dzieciaków. Miło i przyjemnie :) Przy okazji, spontanicznie w chatkowanie mnie wrobiono, więc chałupę trzeba było ogarnąć.
W niedzielne popołudnie nawet pogoda się zlitowała, pięknym słońcem w wiosenną zieleń przyświeciła i Tatry przecudnie pokazała!
Pożyczyłam fajny obiektyw. Tak trochę na dlużej. Potestować teraz trzeba. Nikomu niepotrzebne foty porobić.
Po treningu, deszcz, na rowerze, nie no, nie chce mi się... No ale jedyna okazja, że otwarte, że wieczorem i jeszcze z dodatkami. W końcu coś o tych bronowickich włościach chwilowych trzeba się dowiedzieć. Zatem spontanicznie Noc Muzeów w Rydlówce. A tam miłe dworku zwiedzanie, a potem niespodziewane polkowo-oberkowe, jak u Wyspiańskiego prawie, Rydlów weselne tańcowanie. No miło! Miło!
Generalnie dzisiaj trochę nie wyszło... no bywa czasem. Ale okno umyłam! Bardzo dawno nie myłam, więc należało się i zobaczyłam takie ładne! O! I góry widać! I Tatry nawet też! Tylko obiektyw tego nie ogarnia ;)
Długi weekend z tych, co to już tradycję mają. Majówka - sakwiarstwo! Generalnie ta forma rowerowania nie jest moją wiodącą aktywnością, ale raz do roku fajnie się tak przeszwendać po kawałku świata. Tym razem, z racji ktorkoąści dlugiego weekendu, wylądowaliśmy na Polesiu Lubelskim. W pięcioosobowym składzie przejechaliśmy z Lublina przez Poleski Park Narodowy, kawałkiem doliny Bugu, do Białej Podlaskiej, w sumie 260 km w niecale 4 dni - nieźle ;)
Lubię tak! Pola, lasy, zapadłe wioski, fajne drogi, wszystko soczyście zielone i kwitnące. Wiosna najprawdziwcza i to na rowerze! Szczególnie polecam atrakcje Polskiego Parku Narodowego. W życiu nie widziałam takich łanów wełnianki i tym samym tak pięknego bagna! Klimaty nadbużańskie też miodne, do tego dzikie biwaczenie z bonusową pobudką od Straży Granicznej - dobrze pilnują tej naszej granicy, dobrze! Trochę krajoznawstwa pogranicza kultur wszelkich i kodeński dom pielgrzyma z deszczu wybawiający na chwilę. I tylko na koniec wątpliwe atrakcje w prezencie od PKP. Taki fajny reset! :)
Lubię tak! Pola, lasy, zapadłe wioski, fajne drogi, wszystko soczyście zielone i kwitnące. Wiosna najprawdziwcza i to na rowerze! Szczególnie polecam atrakcje Polskiego Parku Narodowego. W życiu nie widziałam takich łanów wełnianki i tym samym tak pięknego bagna! Klimaty nadbużańskie też miodne, do tego dzikie biwaczenie z bonusową pobudką od Straży Granicznej - dobrze pilnują tej naszej granicy, dobrze! Trochę krajoznawstwa pogranicza kultur wszelkich i kodeński dom pielgrzyma z deszczu wybawiający na chwilę. I tylko na koniec wątpliwe atrakcje w prezencie od PKP. Taki fajny reset! :)
Długo się broniłam, długo... Choć atakowały mnie każdej wiosny z każdej strony. Każdy początek wiosny, to była ciężka walka z ich fioletowym urokiem. Do tej pory byłam dzielna i odpierałam ataki tych szafranowych bestii. Do czasu... do teraz... Są! Krokusy w wiosennym numerze. I to gdzie? Od razu wylądowały na okładce... Mam tylko nadzieję, że ich wdzięczny i optymistyczny charakter przyćmią towarzyszącą im zawsze nutkę wiosennej banalności. Przeprawę z krokusami mamy już za sobą, to zabierzmy się za bardziej konkretną stronę górskiej eksploracji. Zapraszamy na Główny Szlak Beskidzki, który zawsze dostarcza moc atrakcji, każdemu niezależnie od sposobu jego pokonywania. Dla tych z niedosytem zimy będą ostatki tatrzańskiego narciarstwa, a dla tych co marzą o czymś wyższym i egzotycznym – relacja z Kilimandżaro. Dla zmarzluchów coś o piecach kaflowych, a dla tych co o zdrowie się martwią – kilka ludowych sposobów na zarazę. Natomiast Ci, co się trudnią uciekaniem, będą mogli wzorować się na jednym z królów, który czmychał przez góry w wojennym czasie. Trochę trudno się w tym roku górską wiosną zachwycać, bo w sumie nie jest specjalnie wyczekana. Jesień na płynnie w wiosenne klimaty przeszła i chyba wszyscy jeszcze tęsknią za niebyłym śniegiem. Mimo to, z nadzieją na zimowe odkupienie win w przyszłym roku, biegniemy zachwycać się zieloną łąką i lasem na jakiś beskidzkich pagórach!
Pierwsze w tym sezonie zawody endurowe na Ślęży. Ostrzyliśmy sobie na nie zęby od dobrej chwili. Mimo że w zasadzie bardziej to pora foczo-tatrzańska, to jednak rowerowe ssanie zwyciężyło. Warto było, bo zawody na terenie cudnym, mi nieznanym. Syte oesy, nawet przesycające i o mdłości przyprawiające, bo zwyczajnie za trudne, ale zobaczyć to trzeba było na własne oczy i doświadczyć na własnej skórze (aktualnie solidnie posiniaczonej). Ja leżę! Ja latam! To motywy przewodnie imprezy. Podobało mi się, choć wniosek z całości niewesoły taki, że na rowerze to ja za bardzo jeździć nie umiem. Trenuj!
A na deserowe dobicie jeszcze ryhlebskie ścieżki nas pociągnęły i trochę płynnego kompotu na orzeźwienie zaserwowały ;)
Taaaaaaaaak! Udało się! Mam bilety na cztery finałowe mecze Mistrzostw Świata w Siatkówce Mężczyzn w Spodku! Serwery się zagotowały, bilety znikały w oczach, ale taka impreza jest tylko raz! :D Ale się cieszę! Jeszcze tylko mecze Polaków w Łodzi i grupa krakowska i będzie komplet siatkarskich atrakcji tej jesieni!
No w końcu! tura! Od dawna planowana! Spęd wielki, imprezowy foczej braci w Staroleśnej :) najpierw straszyły nas badziewne prognozy pogody, a pewne perturbacje rezerwacyjne doprowadziły do tego, że piątkowy nocleg był w krzakach nie w schronisku. Ale w sumie miłe to było i dla kieszeni, i porannego podejścia. W sobotę udało się zjechać (w moim przypadku jakoś pokonać w dół), żleb pod Staroleśnym oraz Rochatkę na obie strony - w kierunku Litworowej cud, miód, prawie firn! Schroniskowe popołudnie zostało godnie wykorzystane ;) A w niedzielę obudził nas niby-deszcz i już dezercja w doliny przeszła przez nasze głowy, a tu błękit nieba i piękne słońce. Mniej piękny śnieg, bo mokry i rozciaptany, ale padł Zawracik Rówienkowy, dwa zjazdy w okolicach Świstowego i Świstowej Przełęczy, a na koniec stromy żlebik ćwiczebny i w dół meandrem przez kosówki. A na dole zadziwiający nas krajobraz podeszczowy.
Tura przednia! Choć nie był to warun śniegowo idealny. No i chyba to już koniec tego sezonu, tak ubogiegow śnieg... W nocy nie mrozi, więc na klasyczne firny na koniec kwietnia chyba nie ma co liczyć.
Chciało dziecko grać w TKKF-ie, chciało dziecko trenować coś sensowniej, no to pograło i potrenowało :)
Zakończyłyśmy dzisiaj sezon ligowy. Chwalić się specjalnie ma czym. Wygrywania za wiele nie było, ale generalnie całokształt imprezy odbieram pozytywnie. Fajna zabawa, fajna nauka, fajna rywalizacja.
Trenujemy dalej... mam nadzieję, że w przyszłym sezonie powalczymy bardziej, zgramy się ciut lepiej i jakąś finezję do gry wprowadzimy ;) Ale to tylko przy lepszym przyjęciu...
Piękny, słoneczny, marcowy weekend. Cudowny! Forsycje kwitną, takie białe na drzewach kwitną i pachną. Takie fioletowe też! Każdy normalny człowiek jedzie w takich okolicznościach przyrody w góry. Albo szuka resztek śniegu, albo szuka suchych zjazdów. A ja co robię w taki weekend? Pracowo zostaję uziemiona. W efekcie wychodzi pół tygodnia jeżdżenia po Polsce, wybitnie niekrajoznawczo. W czwartek 12 godzin w samochodzie, Poznań, 3 godziny spotkania, nie widziałam Poznania. W sobotę 5 godzin w samochodzie, Wrocław, 3 godziny spotkania, dachy. Zawsze sobie człowiek znajdzie w przerwie jakiś ciekawy dach... W niedzielę już bez godzin w samochodzie, 3 godziny spotkania, Kraków, chyba w końcu trzeba zacząć fotografować to miasto...
A tak w międzyczasie przepiękny koncert Hey Unplugged. Takie światło, takie instrumentarium, taka Nosowska! Takie piwko potem ;)
Poza tym przegrałyśmy kolejny mecz...
Fajny weekend! Bez roweru i bez nart też się da ;) Ostatnio jakoś intensywniej się o tym przekonuję. W ramach pożegnania z Komisją Akademicką wybrałam się do Kielc. Po drodze jak zawsze, standordowo krajoznawstwo musi być: Książ Wielki i zamek na Mirowie, Jędrzejów - zegary i cystersi, Nagłowice i lipny Rej, a na deser Miedzianka. Tak świętokrzysko wyedukowani, pełni zapału i energii (hahaha...) przystąpiliśmy do wielce ważnych i poważnych obrad... KA wybrana, ja po ośmiu latach "uwolniona" ;) Skoro Kielce, to i niedzielne, kieleckie odwiedziny u Oss koniecznie! Wcześniej jeszcze wizyta w jaskini Raj z transportowymi przygodami po drodze.
Ile ja już przez to okno patrzę? Prawie cztery lata już patrzę i jakoś wcześniej nie wypatrzyłąm, że tu fajne foty można robić. I nocne i wschody... nosz... To z nowym cyklem startujemy: Projekt łindoł wju - będą tu foty sukcesywnie wpadać...
W tył zwrot w pół drogi... :( Nawet rowery z auta niewyciągnięte. Ej, wietrze i deszczu, idźcie sobie!
W związku z rzeczoną dezercją główną atrakcją weekendu były finały Pucharu Polski. Resovia została wgnieciona w parkiet, pierwszy raz widziałam tak słaby mecz w ich wykonaniu, nic im ie szło, nic! Jedynie Igła próbował ratować sytuacje, ale nikt tego potem dalej nie wykorzystywał. Zaksa ze Skrą długo się siłowała i przewrotnie wygrała. A finał? Ciekawie zaczęty przez Jastrzębie, które fajnie się rozpędziło, ale potem jakoś dziwnie zahamowało i w efekcie Zaksa drugi raz z rzędu wywalczyła Puchar :) fajna ta Zaksa, fajnie się odbudowali po kilku kiepskich porażkach. A za tydzień Jastrzębie i Final Four LM. Zobaczymy co będzie, może Masny z Kubiakiem namieszają? Może Łasko w końcu zacznie trafiać w boisko?
A tak na marginesie i dla porzadku kronikarskiego, to znowu przegrałyśmy. Ale jak Resovia może, to my też, choć my w lepszym stylu ;)
A tak na marginesie i dla porzadku kronikarskiego, to znowu przegrałyśmy. Ale jak Resovia może, to my też, choć my w lepszym stylu ;)
A, i jeszcze w końcu udało się obejrzeć "Krainę Lodu", ale w sumie bałwanek Olaf i spółka trochę mnie rozczarowali.



