Jak się jedzie w daleki świat, to trzeba od razu miejscowego jedzenia popróbować. Podstawą kuchni nepalskiej jest ryż z soczewicą, czyli dal-bath. Jedzą to na śniadanie, obied i kolację przez cały rok na okragło. My jedliśmy to prawie trzy tygodnie i mieliśmy trochę dość. Dobre, ale ileż można? Na drugim miejscu było Mo:Mo: - coś na kształt pierogów, a jeszcze troche zasmarzanych ziemniaków i pieczone na głębokim tłuszczu somosy i pakora. Wszystko z ulicznych straganików lub gotowane na glinianym piecu. Zamiast chleba ciapaty, czyli zwykłe podpłomyki. A! i jajka sadzone do upadu. Generlanie mało urozmaicone kulinarne klimaty. Na osłode ciężkiego, żywieniowego losu turysty piwo o dumnej nazwie Everest i Gorka.
Poza tym wszlekie plotki o intensywnych kłopotach żołądkowych w Nepulu i Indiach są nieprawdziwe pod warunkiem, że dość często, profilaktycznie stosuje się odpowiednie lekarstwo ;)
Do nepalskiej kuchni można zaglądnąć tutaj.
0 komentarze