Udało się! Znowu wszyscy w komplecie, trochę inaczej niż planowaliśmy przedostaliśmy się do Pokhary, takiego mega turystycznego kurortu nad jeziorem Phewa. To miało być miejce naszego wypoczynku po trudach górołażenia. No i było: hotel pod palmami z werandą, europejski fullwypas obiad w postaci steka z frytkami, piwo w knajpie z muzyką na żywo i jeszcze kila innych wywczasowych klimatów z rowerowaniem i imprezowaniem na czele. Głównym elementem pokharskiego bytowania miał być wschód słońca z nieziemskim widokiem na całą grupę Annapurny. Wschód był, widok nie bardzo niestety.
0 komentarze